Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izotek. Pokaż wszystkie posty
Leczenie trądziku niskimi dawkami izotretynoiny Low Dose Accutane

Leczenie trądziku niskimi dawkami izotretynoiny Low Dose Accutane






Bohaterem dzisiejszego wpisu jest Adam, który leczy trądzik, stosując niskie dawki izotretynoiny. Postanowił podzielić się cennymi, osobistymi doświadczeniami, by pomóc innym w podjęciu decyzji, zainspirować i dodać otuchy.

 Pozwolę sobie na krótkie wprowadzenie. 
Niskie dawki izotretynoiny Low Dose Accutane zyskują w ostatnim czasie coraz większą popularność, zarówno w leczeniu trądziku, jak i profilaktyce starzenia. Retinoidy to grupa substancji obejmujących witaminę A (retinol) oraz jej naturalne i syntetyczne pochodne. Stosuje się je zewnętrznie i na tym blogu znajdziecie wiele informacji na temat konkretnych preparatów i ich zastosowania oraz ogólnoustrojowo i tym tematem nigdy nie zajmowałam się szczegółowo, za wyjątkiem postu o Basi klik.
O ciąży, retinoidach i Agnieszce, którą już kiedyś poznaliście

O ciąży, retinoidach i Agnieszce, którą już kiedyś poznaliście


Pamiętacie Agnieszkę, której historię opisywałam w poście: "Mam na imię Agnieszka, mam 35 lat i przegrałam swoją walkę z trądzikiem"? W lipcu Agnieszka odezwała się ponownie, opisując swoje dalsze losy- niekończącą się opowieść o trądziku.

Poprzednio Agnieszka nie zdecydowała się na kurację Izotekiem, bo chciała zajść w ciążę, teraz, kiedy jest matką zdrowych bliźniaków, myśli o niej ponownie. Ja uważam, że powinna się zdecydować i pożegnać cholerny trądzik raz na zawsze. A co Wy sądzicie?
Basia  Praga i Aknicare

Basia Praga i Aknicare



Wszyscy znamy i kochamy Basię. Gdyby jednak ktoś jeszcze nie wiedział- Basia od lat walczy z trądzikiem, jest też w swojej walce bardzo wytrwała i konsekwentna. Dwa lata temu zdecydowała się na ponowną kurację doustnymi retinoidami i chyba mogę to powiedzieć, w końcu tę walkę wygrała! Prowadzi blog o swoich doświadczeniach http://cosmeticsblogging.blogspot.com/ i daje nam nadzieję, że trądzik można wyleczyć i że są jeszcze prawdziwi dermatolodzy na tym świecie, tacy którym można się powierzyć z pełnym zaufaniem. Basia jest też moją przyjaciółką, moją siostrzaną połówką pomarańczy odnalezioną gdzieś w zawiłościach internetu :)
Ten cholerny testosteron, uzupełnienie historii Agnieszki oraz o diecie w trądziku

Ten cholerny testosteron, uzupełnienie historii Agnieszki oraz o diecie w trądziku

źródło wilkopedia

Agnieszka, bohaterka poprzedniego postu, przysłała mi maila z odpowiedziami na Wasze pytania i uzupełnieniem swojej historii. Zamierzałam ją umieścić w komentarzach, ale się nie zmieściła. Będzie zatem oddzielny post.

Chciałabym w swoim i Agnieszki imieniu podziękować za wszystkie miłe słowa i Wasze życzliwe rady- jak zwykle się nie zawiodłam:)

 A przy okazji, chciałabym wspomnieć słówko na temat diety w trądziku.  Co prawda już o tym pisałam, ale z Waszych rad dla Agnieszki wynika, że wciąż głęboko wierzycie w uzdrawiającą moc diety w trądziku.

Nikomu jeszcze nie udało się wyleczyć trądziku przy pomocy diety, ponieważ u podłoża tego schorzenia nie leży złe odżywianie. Przyczyną trądziku mówiąc bardzo ogólnie są hormony, męskie hormony. Chyba zdążyliście się już przyzwyczaić, że za całym złem tego świata  kryje się mężczyzna a w szczególności ten cholerny testosteron:).  Również za trądzik odpowiedzialne są męskie hormony. Nie znaczy to jednak wcale, ze trądzikowcy maja podwyższony poziom testosteronu, czy innych androgenów.

Każda osoba walcząca z trądzikiem, wcześniej czy później zostanie skierowana na badania hormonalne- mnie z uporem maniaka zlecał je każdy lekarz, nawet, kiedy mówiłam że moje hormony są ok i szkoda mi było wydać kolejne 200 zł na badanie, którego wynik już znam. Moje androgeny zawsze są w dolnej normie a mimo wszystko mam trądzik i do tego jeszcze wypadają mi włosy. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest zbyt duża ilość receptorów testosteronu, więc nawet jeśli nasz testosteron jest w normie, skórze wydaje się inaczej. Rządzi się ona zresztą swoimi własnymi prawami, jak to ładnie opisał Patryk w którymś z komentarzy.

Wracając zatem do diety, nie jest ona przyczyną trądziku, ale złe odżywianie może oczywiście zaostrzyć objawy tego schorzenia. Wiele osób komunikuje, że stan skóry znacznie się pogarsza po zjedzeniu czekolady, ostrych przypraw czy żółtego sera. Skóra trądzikowa jest skórą wrażliwa więc szybko reaguje na różne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne, dobrze jest dbać również o dobrą dietę, jednak ze świadomością, że nie zlikwiduje ona naszego problemu.

Jeżeli chcemy jednak leczyć trądzik od wewnątrz, powinniśmy wykorzystać do tego substancje o działaniu antyandrogenowym. Miłośnicy natury mogą na przykład pić herbatkę z wierzbownicy, którą poleca Patryk lub wyciąg z palmy sabałowej. Ja znalazłam kiedyś preparat homeopatyczny o nazwie dha-s (potencja 30 c h) firmy Boiron, który również polecam fanom metod naturalnych. Istnieją jednak również leki o takim działaniu. Są to najczęściej substancje stosowane w leczeniu przerostu gruczołu krokowego oraz łysieniu u mężczyzn. Ponieważ problemy z prostatą są wywołane przez androgeny, leki te najczęściej hamują działanie  5-α-reduktazy  i zmniejsza stężenie DHT we krwi.

Lekarzy zalecił Agnieszce Flutamid lek antyandrogenowy, stosowany u mężczyzn z rakiem prostaty. Podobne działanie ma również słynna Propecia. Niewiele osób wie, że Propecia nie jest jedynym lekiem z finasterydem, ale na pewno lekiem najdroższym- ok 200zł . W aptece dostępne są zamienniki pod nazwami Finasteryd, Finanorm, Lifin, Ulgafen (ostatni za jedyne 32zł) jak i wiele innych. Zamienniki występują w dawce 5 mg, wiec należy je dzielić, bo najniższa dawka terapeutyczna to 1 mg.
Flutamid i finasteryd są stosowane przy łysieniu androgenowym u mężczyzn, ale chociaż producent pisze, że nie wolno go używać u kobiet, są lekarze, którzy zalecają je również paniom.

Uwaga, substancji o działaniu antyandrogenowym nie stosuje się u kobiet w ciąży, gdyż mogą powodować zaburzenia rozwoju płodu i oczywiście dotyczy to również ziela wierzbownicy.

Nie słyszałam co prawda o podawaniu tych substancji w przypadku trądziku  ale u Agnieszki przyniósł on rezultaty. Niestety lek działa tylko w momencie zażywania, po odstawieniu efekt terepautyczny ustaje. Podobnie jest z łysieniem- należy łykać Propocię do końca życia. I o ile w przypadku utraty włosów ma to sens, bo jest to jedyna alternatywa wcierek z minoksidilem, to w przypadku trądziku lepszym rozwiązaniem będzie doustna izotretiniona ( Izotek) lub peelingi tretinoinowe.


Do tematu wrócę w kolejnym poście, bo właśnie dostałam kolejny ciekawy list, który chcę opublikować (będzie o wygranej walce) a tymczasem uzupełnienie historii Agnieszki.



Witaj Angeliko, śledzę wpisy na Twoim blogu pod moją historią i pragnę uzupełnić istotne informacje o które pytają „goście”.

Kochani dziękuje za słowa otuchy i uzupełniam ważne fakty o których nie wspomniałam wcześniej.
Oczywiście że próbowałam diety (dieta o niskim indeksie glikemicznym) nie spożywałam mleka (około 2 lata) próbowałam niemal przez kwartał nie jeść mięsa, a białko uzupełniać w inny sposób (komosa ryżowa i inne produkty) również nie jadam słodyczy, po prostu nie lubię (koleżanki w pracy na początku niedowierzały jak można nie lubić słodyczy…?)nie piję alkoholu, nie palę papierosów. Staram się od trzech lat odżywiać się w myśl zasady” jesteś tym co jesz”.

Zainteresowałam się oczyszczaniem organizmu od wewnątrz, by pozbyć się toksyn. Pod kontrolą lekarza robiłam lewatywy. Wiem, wiem- jest wiele przeciwników tej metody. Zdawałam sobie z tego sprawę , że robiąc je wypłukuje zdrowe bakterie, więc uzupełniałam swoją florę różnymi probiotykami dostępnymi w aptekach oraz jogurtami naturalnymi, ba nawet ekologicznymi (ulubiony mój jogurt firmy KLIMEKO)

 Piję w miarę możliwości dużo wody, pokrzywy i oczywiście mojej ulubionej herbaty zielonej. Odżywiam się bardzo zdrowo, w mojej zdrowej diecie nie ma miejsca na chipsy, paluszki, popcorn, frytki, hamburgery czyli ogólnie fast food. Przeczytałam mnóstwo publikacji i książek na ten temat (Michał Tombak „Jak żyć długo i zdrowo” „Droga do zdrowia”, Ciesielska Anna „Filozofia życia” „Filozofia zdrowia”. Oczywiście że miałam robiony wymaz z krost (i to nie raz!) i nic nie wykazało (lekarze podejrzewali gronkowca). Również kilka razy miałam robione badania hormonalne – wyniki dobre (przypominam sobie że  coś było nie tak z testosteronem, ale lekarz kazał nie przejmować się tym stwierdzając „ niektóre kobiety tak mają”).

Słuchajcie przed chwilą sobie przypomniałam jedną moim zdaniem z ważniejszych rzeczy, po dwóch nawrotach po stosowaniu Roacuttane  ginekolog przepisał mi lek który jest stosowany w leczeniu u mężczyzn w zaawansowanych postaciach raka gruczołu krokowego – prostaty, nazywał się on Flutamid. Pamiętam swoje zdziwienie „ ja mam brać lek dla facetów chorych na raka…?, ale Pan Doktor szybko rozwiał moje wątpliwości i kazał dzielić jedną tabletkę na cztery części  i przyjmować  jedną część dziennie. Ku mojemu zdziwieniu efekt był piorunujący bliźniaczy do Roacuttane, cera i włosy super. Ile czasu go przyjmowałam? Już nie pamiętam może ponad 6 miesięcy.

Nie będę wspominać badań, które przeszłam i które wyszły dobrze, tarczyca, cukier, próby wątrobowe, prolaktynę (brałam Bromergon). Naprawdę uważam że próbowałam wszelkich sposobów, nie wspomnę już o znachorach, medycynie wschodu, ziołach itp. Zaznaczam że nie były to próby krótkie, trwałam w danym cyklu leczenia dość długo. Wiecie co zdałam sobie ostatnio sprawę że moim trądzikiem żyła i żyje cała rodzina, chcąc czy nie chcąc, moi bliscy uczestniczyli  i uczestniczą cały czas, na początku byli to moi rodzice, teraz córeczka, mąż oraz wspaniała przyjaciółka („siostrzyczka”. Moja ukochana sześciolatka potrafi podejść do mnie, przytulić się z całej siły i powiedzieć „mamusiu kocham cię nad życie, nie chciała bym mieć innej mamy kocham cię z tymi krostkami.” Zobaczcie jak ten trądzik absorbuje całą rodzinę,przyjaciół,znajomych, widzą każdego dnia moją walkę, a czasami moją bezsilność. Moje małe dziecko potrafi powiedzieć „mamusiu nie wyciskaj się już- proszę”

Właśnie! Wyciskanie! Znamy ten problem, no nie …? Wiemy że to szkodzi , ale wyciskamy, wiemy że potem będziemy wyglądać gorzej i będziemy żałować, ale to robimy. Ja próbowałam z tym walczyć na wszystkie dostępne sposoby. Chodziłam na psychoterapię (z której dowiedziałam się że jestem uzależniona od wyciskania, tak jak alkoholik od alkoholu, miałam pracować nad sobą , prowadziłam dziennik, walczyłam z tym. Byłam u psychiatry (ten zaś stwierdził że to bzdura, po prostu mam duże napięcie nerwowe (jak można go niemieć tak wyglądając..?) które trzeba obniżyć metodami farmakologicznymi lub innymi  (sport, medytacja,joga itp.)Nawet nie pomogło głębokie wycinanie paznokci. Każdy człowiek jest odrębną istotą, indywidualnością, każdy z nas marzy o czym innym, jedni marzą o tym by schudnąć, inni by mieć większy biust itp. Wiecie jakie mam marzenie …? (oczywiście oprócz zdrowia moich bliskich) Chcę wyjść bez makijażu do pracy, na spacer. Dla kogoś może być śmieszne, ale uwierzcie dla kogoś kto żyje ponad 20 lat z takim problemem, może to być jedno z ważniejszych marzeń. Chcę! Gdzie tam wierzę że być może już niedługo powiem wreszcie- Wygrałam walkę z trądzikiem.  To był by mój sukces i moje małe szczęście.

Pozdrawiam ciepło Agnieszka


PS. Lovely Kate- nie życzę sobie już więcej Twoich kukułczych jaj- będę je traktować jako spam, podobnie Ami-Mona- mydło aktywny węgiel pozostawmy górnikom.

PS.2. jo! mam nadzieję, że tym razem nie zrobiłam błędów i ilość przecinków również jest ok:) a może zostaniesz redaktorem moich postów:)



Mam na imię Agnieszka, mam 35 lat i przegrałam swoja walkę z trądzikiem

Mam na imię Agnieszka, mam 35 lat i przegrałam swoja walkę z trądzikiem

Wczoraj dostałam list od Agnieszki. Opisała mi swoją historię i pozwoliła podzielić się nią z Wami, co niniejszym czynię. To nie będzie radosna historia, ale jestem pewna, że wielu z Was ma do opowiedzenia podobną.
Bardzo się cieszę, że udało mi się stworzyć na tym blogu miejsce wymiany doświadczeń i zagląda tu tylu wspaniałych, mądrych i pełnych empatii czytelników. Może zatem pomożemy wspólnie Agnieszce, chociażby dobrym słowem?


Dzień dobry.

Mam na imię Agnieszka, mam trzydzieści pięć lat i przegrałam swoją walkę z trądzikiem. 
Moja historia podobna do Basi (cudzoziemka w kraju kobiet ) nie jest też historią miłą. Lata upokorzeń i docinków zrobiły swoje. Podobnie jak Basia zostałam naznaczona jedną z najcięższych postaci trądziku. 

Byłam dzieckiem radosnym, uśmiechniętym i pewnym siebie- do czasu. Gdzieś około czwartej klasy podstawówki zaczęły się moje problemy z cerą „Początki normalnego trądziku młodzieńczego, dojrzewamy” -brzmiała diagnoza Pani doktor. Historia ciągnie się przez całą podstawówkę, zmieniają się tylko leki, antybiotyki i maści. Poprawa chwilowa lub wcale. Oczywiście nikt wtedy nie myślał o makijażu czy przykryciu niedoskonałości- nie te czasy. Pamiętam jak bardzo czułam się wtedy gorsza. Nie będę opisywać ile upokorzeń przeszłam,  ile głupich docinków i złośliwych komentarzy. Nawet teraz, kiedy to piszę, mam łzy w oczach. 

W liceum, było jeszcze gorzej a scenariusz ten sam: antybiotyki i maści, pamiętam Davercin, Dalacin, a także pigułki antykoncepcyjne Diane 35. Wiesz, jak teraz to wszystko sobie przypominam, zastanawiam się jak ja to przetrzymałam, jakie jednak człowiek ma w sobie pokłady cierpienia.

W ostatniej klasie ogólniaka poleciałam z tatą do USA, do starszej siostry. Załamała się, kiedy mnie zobaczyła. W przeciągu tygodnia byłam umówiona do najlepszego specjalisty. Wizyta: za bardzo nie rozumiałam co mówi lekarz, ale wierzyłam że wreszcie nastąpi cud, dostanę super leki i pozbędę się tego świństwa na zawsze. Wyobrażałam już sobie siebie na studniówce piękną, uśmiechniętą bez krost, och te nieziszczone marzenia. Pamiętam tylko że amerykański lekarz przepisał mi jakąś maść, była bardzo wysuszająca i miałam trzy razy dziennie brać antybiotyk Doxycyclinę zdaje się i dużo dużo się opalać. Tego akurat nie trzeba było mi powtarzać, poprawa nastąpiła bardzo szybko, duża poprawa. 

Brałam antybiotyk około jednego roku, siostra przysyłała mi leki w paczce co kwartał. Później ,już nie pamiętam dokładnie, ale chyba miałam problemy z żołądkiem i ciągłe grzybice, w końcu zaprzestałam brania leków. Zajęłam się innymi sprawami, zdałam maturę, dostałam się na studia, problem był i to wciąż duży, ale próbowałam się z nim pogodzić, zapomnieć- niestety nie udało mi się.

Któregoś dnia po wykładach z języka angielskiego Pani Profesor (śliczna 30-stka), poprosiła mnie o pozostanie po zajęciach. Zdenerwowałam się bardzo i zrobiłam w głowie szybki rachunek sumienia, czego ona ode mnie chce? Nie wiedziała jak zacząć, było jej niezręcznie. W końcu powiedziała, że kiedyś miała podobny problem (nie mogłam sobie tego wyobrazić, była taka śliczna) i zna dobrego lekarza, może spróbowałabym się z nim spotkać? Znów obudziła się we mnie nadzieja, pojechałam na wizytę i wróciłam z pękiem recept na tetracyklinę. Brałam trzy razy dziennie, po jednej tabletce przez pół roku. I znów to samo. Jak brałam było trochę lepiej, później wszystko wracało do normy.

Innym razem na wakacjach podeszła do mnie jakaś Pani i poleciła kolejnego rewelacyjnego lekarza (wyobraźcie sobie jak strasznie musiałam wyglądać, skoro ludzie tak się nade mną litowali). Pojechałam i myślałam że znalazłam cudotwórcę. Powiedział krótko – ROACCUTANE. Pamiętam, że na tamte czasy lek był strasznie drogi, a ja musiałam na początku leczenia brać duże dawki (później zostały zmniejszone). Zostałam poinformowana o skutkach ubocznych. Przez pierwsze dwa miesiące wyglądałam strasznie- zamiast ust spierzchnięte wióry, niemiłosiernie wysuszone uszy, krew z nosa, suchość oczu, bolące stawy i kości. Ale widziałam też plusy, zmniejszony łojotok, włosy mogłam myć raz w tygodniu i najważniejsze coraz mniej krost! Dla mnie same superlatywy, codziennie dziękowałam Bogu, za tego lekarza, za ten lek i leczenie wreszcie zakończone sukcesem. W końcu poczułam że żyję, cudowne było nie mieć już krost, chodzić bez makijażu, i uśmiechać się do ludzi na ulicy. Potrafiłam obudzić się w nocy włączyć lampkę i sprawdzić czy nadal moja cera jest bez skazy. 

Moje szczęście trwało dwa lata. Potem znów lekarz i dawka przypominające ROACCUTANE- tym razem dwa miesiące. Znów super cera, ale tym razem tylko sześć miesięcy. W tym czasie poznałam swojego obecnego męża i zajęłam się  ważniejszymi sprawami (choroba mojego ukochanego Taty). Po trzech kolejnych latach, w trakcie których przegraliśmy  walkę z choroba Taty, pobraliśmy się z mężem i przyszła na świat nasza najukochańsza CÓRECZKA. Po narodzinach moja cera tak się pogorszyła że przeszłam kolejne załamanie i powróciłam do ROACCUTANE Jak wcześniej, moja skóra zareagowała na retinoidy wspaniale. Nic dodać nic ująć- cera idealna. Jednak znów trwało to bardzo krótko  i raptem po sześciu miesiącach koszmar powrócił. 

Wreszcie powiedziałam stop, koniec faszerowania się tym świństwem. Ratowałam się doraźnie antybiotykami takimi jak TETRARYSAL, maściami, wszystko to dawało krótkotrwałą poprawę. Podobnie peelingi u dermatologów i kosmetyczek, głębsze i płytsze złuszczenia, kwasy, lasery- wszystko było pomocne tylko na chwilę. 

Dziś znów jestem w punkcie wyjścia i zastanawiam się czy zdecydować się po raz czwarty na doustną izotretinoię. Biję się z myślami, bowiem staram się od trzech lat o drugie dziecko, a retinoidy zamkną mi drogę do macierzyństwa, chociażby ze względu na mój wiek. Muszę podjąć jakąś decyzję. Jestem w takim stanie, że jeśli czegoś nie zrobię- dłużej nie wytrzymam.”

zdjęcia google images.


Czy ktoś stosował Izotek?

Czy ktoś stosował Izotek?

Kilka dni temu dostałam maila z prośbą o pomoc. Cztery studentki medycyny Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego piszą pracę naukową o Izoteku, czyli doustnej kuracji przeciwtrądzikowej. Praca skupia się szczególnie na kontakcie lekarz- pacjent. Wiadomo, że w przypadku tak poważnej kuracji bardzo ważna jest rzetelne doinformowanie pacjenta oraz ścisłe stosowanie się do zaleceń lekarza.

Chciałabym prosić te z Was, bo praca dotyczy kobiet, które przyjmowały izotretinoinę doustnie o wypełnienie ankiety. Jest to raptem 30 pytań a w większości wystarczy udzielić odpowiedzi tak/nie.

"Razem ze Studenckim Kołem Naukowym przy Klinice Dermatologii GUMed (strona koła tohttp://www.derma.skn.gumed.edu.pl/) i pod opieką Pani dr hab. Anety Szczerkowskiej - Dobosz przeprowadzamy badania wśród kobiet, które będąc w wieku 15 - 45 lat kiedykolwiek przyjmowały Izotretynoinę.
Za pomocą ankiety dostępnej on - line zbieramy informacje o przebiegu leczenia, współpracy z lekarzem i skuteczności terapii. Mamy również nadzieję, że dzięki zebranym wynikom uda się podkreślić zalety i wady kuracji izotretynoiną postrzegane okiem pacjentki. Subiektywne odczucia ankietowanych mogą być wskazówką dla lekarza odnośnie wagi konkretnych zagadnień. Niestety, ograniczony czas wizyty często nie pozwala specjaliście dokładnie przedyskutować wszystkich kwestii. Jednocześnie, pacjentka często nie ma odwagi lub zapomina zapytać o nurtujące go wątpliwości. Może to prowadzić do nieporozumień i co najważniejsze obniżać skuteczność terapii, a nawet czynić ją niebezpieczną. Włączenie izotretinoiny powinno być zawsze poprzedzone odpowiednim przeszkoleniem pacjentki. Obowiązkiem lekarza jest uprzedzenie o działaniach niepożądanych leku, ale również poinformowanie o konieczności modyfikacji stylu życia.
Mamy nadzieję, że dzięki wynikom ankiety poznamy odpowiedź na pytanie czy większość pacjentek została odpowiednio przygotowana przez lekarza do stosowania leku i czy kuracja była prowadzona w sposób bezpieczny.
Aby wyniki były reprezentatywne, musimy zebrać jak największą grupę badawczą. Naszym celem jest dotarcie do kobiet z różnych środowisk. Nie chcemy ograniczać badań jedynie do pacjentek z prywatnych gabinetów lekarskich czy szpitala, ale przede wszystkim zamierzamy skupić się na Internautach, działaczach for internetowych, czy też czytelniczek blogów i stron poświęconych stosowaniu preparatów z Izotretinoiną"

Link do ankiety http://ebadania.pl/83af24846e3ec141

Dziękuję:)

Chcę zajść w ciążę, ale wciąż jeszcze mam pryszcze- teratogenność izotretinoiny

Chcę zajść w ciążę, ale wciąż jeszcze mam pryszcze- teratogenność izotretinoiny


Pod ostatnim postem rozpętała się dyskusja na temat teratogenności retinoidów. Myślę, że to ważny temat, więc spieszę z wyjaśnieniami.

Teratogenny dosłownie oznacza "potworowaty",  mogący prowadzić do deformacji płodu. Teratogennych jest wiele leków, między innymi niektóre antybiotyki i dość popularne leki z grupy sulfonamidów, teratogenny może być niedobór kwasu foliowego- dlatego jeśli chcemy urodzić zdrowe dziecko, jakiś czas przed poczęciem należy przyjmować tę substancję w postaci tabletek i teratogenne w końcu są retinoidy a zwłaszcza izotretinoina. Udowodnioną teratogenność ma izotretinoina podawana doustnie w leczeniu ostrych postaci trądziku młodzieńczego. W Polsce dostępna pod nazwą  Roaccutane, Izotek, Axotret, Curacne, Tretinex. Słyszałam opinię, że po dosustnej kuracji przeciwtrądzikowej nie należy zachodzić w ciążę nawet przez 2 lata, ale nikt nie potrafił mi tej tezy udowodnić, zwłaszcza, że badania wykazują, że lek jest eliminowany z ustroju po 2 tygodniach od ukończenia kuracji a dla bezpieczeństwa zaleca się pełen miesiąc. Czyli jeszcze miesiąc po zakończeniu leczenia Izotekiem nie można zajść w ciążę.

Wszystko co napisałam dotyczy postaci doustnych izotretinoiny a co z jej formami do stosowania na skórę czyli naszym ulubionym Atredermem?
Otóż zasięgnęłam opinii dwóch lekarzy dermatologów jednego (za pośrednictwem Basi) znanego z metod kontrowersyjnych, oryginalnych i brawurowych, oraz drugiego ocenianego raczej jako dość zachowawczego, zapytałam także o zdanie doktora farmacji. Wszyscy twierdzą, że izotretinoina w bardzo niewielkim stopniu przenika do krwiobiegu i prawdopodobnie w ogóle nie ma przeciwwskazań w zachodzeniu w ciążę. Nie istnieją jednak żadne badania na ten temat- no bo która matka zgodziła by się, by na jej przypadku sprawdzano, czy dany środek może zdeformować płód?
W każdym razie w tak ważnej kwestii warto dmuchać na zimne i wziąć sobie głęboko do serca, że w takcie kuracji Atredermem nie należy zachodzić w ciążę. 
Wszystkie te informacje znajdują się na ulotkach dołączonych do leków- dlatego uczulam Was abyście zawsze te ulotki czytały i pozdrawiam Angelikę F.:)

Basia i Izotek, czyli na trądzik potrzeba mężczyzny

Basia i Izotek, czyli na trądzik potrzeba mężczyzny


Właściwie to chciałam napisać o rożnych metodach złuszczania, ale przeczytałam to klik
Basię poznałam w blogsferze i była to  miłość od pierwszego wejrzenia:) Basia pisze blog o swoich zmaganiach z trądzikiem- o prawdziwych zmaganiach.  Nie o kilku krostach na brodzie i czole, z powodu których histeryzują niektóre nastolatki. Ta radosna i niezwykle ciepła dziewczyna została naznaczona jedną z najcięższych postaci trądziku. Na blogu opisuje swoją walkę i swoje życie z tym schorzeniem. Pisze o odrzuceniu przez otoczenie, izolacji, głupich docinkach i uśmieszkach ślicznych dziewczyn o gładkich buziach o arogancji, która może charakteryzować tylko ludzi, którzy nigdy nie mieli problemów ze skórą. Pisze językiem prostym i bez egzaltacji, w którą ja właśnie wpadam, ale musicie mi wybaczyć, bo jestem bardzo poruszona. W każdym razie jej historia jest tak sugestywna, że nie potrzebuje wstążeczek i koronek. Podaje oczywiście wiele metod leczenia trądziku, ale najbardziej poruszające są jej wspomnienia z lat szkolnych. Czytając je wielokrotnie się wzruszyłam ale i porządnie wkurzyłam (oj chciało by się użyć mocniejszego słowa, ale to bardzo kulturalny blogJ ), wkurzyłam na ludzką ignorancję, chamstwo i najzwyklejszą głupotę. Któregoś razu pani nauczycielka upokorzyła ja na forum klasowym, mówiąc, że jej pryszcze są wynikiem brudu i zaniedbań higienicznych!!!!!!!!!????????????

Pomimo tak traumatycznych przeżyc Basia wyrosła na piękną i wartościową kobietę. A może właśnie dlatego? Bo taką mądrość i empatię dają tylko ciężkie przeżycia.... i gdyby nie zło, które nas spotyka, nie umielibyśmy docenić szczęśliwych chwil...

Piszemy do siebie codziennie, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Patrząc na jej rozęśmiana buzię i czytając o cieście czekoladowym nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, że gdzieś za tymi niebieskimi oczami wciąż czai się strach...

Dlatego poczułam się jakbym dostała obuchem w łeb (a swoją drogą co to jest ten obuch?), kiedy przeczytałam, że Basia po raz drugi wchodzi do tej samej rzeki i decyduje się na ponowną terapię Izotekiam.
Osoby, których problem trądziku dotyczy zapewne znają tą nazwę, dlatego tylko króciutko przypomnę.  Izotek a także Acnenormin, czy w orginale Reacutan to retinoid podawany doustnie- izotretinoina. Lek bardzo kontrowersyjny i budzący wiele obaw, ale i wiele nadziei- podawany przy bardzo ciężkich postaciach trądziku. Mający chyba tyle samo wielkich zwolenników, co zaciekłych krytyków. Lek o bardzo licznych i poważnych skutkach ubocznych- teratogenny, fotouczulający, mogący uszkodzić wątrobę a także wzrok, depresjogenny. Izotretinoina niszczy gruczoły łojowe, hamując ich wzrost- charakterystyczne dla osób w czasie kuracji są maxymalnie wysuszone, popękane usta oraz różowawa, bardzo wrażliwa skóra. Lek nie jest inteligentny więc wysusza nie tylko miejsca objęte trądzikiem ale i resztę organizmu. Cała skóra jest w trakcie kuracji skrajnie sucha i ściągnięta, wysuszone są również  śluzówki. Kilka lat temu kiedy Reakutan pojawił się na rynku, lekarze podchodzili do niego z dużym dystansem.  W tej chwili jego popularność znacznie wzrosła, gdyż wielu pacjentów znosi kuracje dobrze a większość skutków ubocznych nie występuje, albo przynajmniej mija po kuracji.
Jedno jest pewne- przed zastosowaniem tak poważnego środka trzeba się naprawdę dobrze zastanowić 

Izotek jest preparatem, który może wyleczyć trądzik raz na zawsze. No właśnie może.  Ale czy musi? Czy warto decydować się na tak inwazyjne leczenie nie mając 100% gwarancji sukcesu? Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego lek jednym pomaga a innym nie. Bywa tak, że pół roku do 2 lat po kuracji trądzik znów wraca...

Decyzja Basi była bardzo przemyślana. Specjalnie z Pragi przyjechała do maleńkiego Leszna, by spotkać się z dermatologiem, którego poleciła jej koleżanka. Koleżanka ostrzegła ją też, że pan doktor jest osobą dość kontrowersyjną. Kiedy obejrzał cerę Basi stwierdził bez ogródek- tragedia...zapytał o dotychczasowy przebieg leczenia. Basia stosowała już izotretinoine, ale trądzik powrócił i wtedy dermatolog niczym jakiś jasnowidz zadał pytanie ”A czy przypadkiem nie była pani leczona przez kobietę?” owszem...Ponoć kobiety bojąc się poważnych skutków ubocznych Izoteku, zapisują zwykle swoim pacjentom niższą dawkę, dawkę, która nie niszczy jednak całkowicie gruczołów łojowych i dlatego trądzik wraca. Gdyby pani doktor zapisała wtedy Basi dawkę wyższą i dłuższy okres leczenia, dziewczyna miałaby 100% szans na wyleczenie- teraz, w trakcie drugiej kuracji ma ich już tylko 80...Szczerze mówiąc po prostu mnie zatkało a lekarz bardzo mi zaimponował.

Podniecona nowym odkryciem rozmawiałam dziś z zaprzyjaźnionym farmaceutą, który przeszedł w młodości niemalże 3 letnią kurację reacutanem (orginał).  Było to jeszcze w czasach, gdy lek był w Polsce bardzo drogi i sprowadzał go sobie z zagranicy. Pan Tomek powiedział „ Rzeczywiście coś w tym jest”. On przeszedł kuracje od dawki niższej do najwyższej i od wielu lat nie ma w ogóle problemów z trądzikiem. Po kuracji pozostał mu lekko zachrypnięty głos, który uważam zreszta za bardzo sexowny a jego skóra z tłustej zamieniła sie w suchą i dość wrażliwą.

A jaki z tego morał? Ano, że jeśli świadomi wszystkich zagrożeń, zdecydujemy się na bombę, jaką jest izotretinoina- niech to będzie bomba atomowa, nie zwykły granat.

 Życzę Ci Basiu abyś wygrała tę  bitwę i moooocno trzymam kciuki. NIGDY WIĘCEJ TRĄDZIKU! A sama się do pana doktora chętnie wybiorę, może powie mi coś nowego na temat mojego wypadania włosów...
Copyright © Kosmostolog , Blogger