Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cicaplast. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cicaplast. Pokaż wszystkie posty
Cica-krem

Cica-krem


Krem typu cica, czy cica-krem to preparat ochronny, przyspieszający regenerację, kojący i odbudowujący barierę skórną. Powstał, aby wspomóc skórę po zabiegach i podczas kuracji kwasowo- retinoidowych. Szybko okazało się, że posiada znacznie więcej zastosowań i przydaje się w każdej kosmetyczce, czy apteczce. Świetnie radzi sobie z jakimikolwiek uszkodzeniami skóry dorosłych i dzieci: otarcia, odparzenia, szorstkość, suchość czy świąd.  Cica-krem przyspiesza gojenie i stymuluje mechanizmy naprawcze skóry, może być stosowany na gojące się rany i pomaga w wykształceniu prawidłowej blizny.

Cicaplast baume B5 SPF50 idealny krem na zimę

Cicaplast baume B5 SPF50 idealny krem na zimę


O pielęgnacji zimowej napisałam już dwa obszerne posty tutaj i tutaj i nic się na w taj kwestii nie zmieniło. Jednak w związku z nagłym atakiem zimy w naszym kraju i wieloma histerycznymi sygnałami od Was, oraz dlatego, że w ubiegłym roku pojawił się ciekawy krem na zimę i właściwie już dawno powinnam była o nim napisać, napiszę teraz- Cicaplast SPF 50- mój idealny kram na zimę:)     

Krem na zimę

Krem na zimę

foto Ziem

Mój kot niejadek, nagle zrobił się strasznym głodomorem, ciągle żebrze o jedzenie, dobiera się do mojego talerza, a najpewniej można go znaleźć przed drzwiami do kuchni. Coś mi się zdaje, że będzie sroga zima:) Czy myślicie już o odpowiednim kremie? No pewnie, widzę to po waszych wiadomościach- zaczynacie dopytywać o zimową pielęgnację. W zasadzie pisałam już kiedyś taki post klik i nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale wciąż pojawiają się nowi czytelnicy i takie wpisy powinny chyba pojawiać się cyklicznie. 

Zima nie jest dobrym okresem dla skóry, szczególnie źle znoszą ją cery naczyniowe i wrażliwe, cery suche, ale także tłuste poddawane w tym czasie intensywnej eksfoliacji. Skóra najbardziej nie lubi gwałtownych zmian temperatury, które w okresie zimowym fundujemy jej na każdym kroku, chociażby wchodząc z zimnego dworu do rozgrzanych pomieszczeń. Najgorzej reaguje na takie warunki jaśnie pani naczynkowa, ale mniejszy lub większy rumieniec, pojawi się u każdego. Skóra nie lubi bardzo niskich temperatur, które osłabiają barierę naskórkową, mogą też uszkodzić naczynia- zwróćcie uwagę, że po zimie przybywa nam zwykle teleangiektazji. Nie lubi też temperatur bardzo wysokich, a przede wszystkich suchych, przegrzanych pomieszczeń, które sprawiają, że nadmiernie ucieka z niej woda.
Pielęgnacja cery zimą czyli rzecz o tłustych mazidłach

Pielęgnacja cery zimą czyli rzecz o tłustych mazidłach

foto. Ziem

Miałam nadzieję opublikować ten post w trakcie białej, mroźnej zimy, ale odwilż pokrzyżowała mi plany...słyszałam jednak, że sąsiadów już zasypało, więc i do nas zapewne zima powróci- wtedy post się przyda. A będzie o zimowej pielęgnacji.

Cóż, pielęgnacja w zimie to żadna filozofia trzeba po prostu skórę natłuszczać:)

Możemy sposobem naszych babek smarować się zajęczym sadłem, lub świńskim smalcem, ale co by na to powiedzieli ekolodzy?! Wystarczy mi już dyskusji u Italiany na temat tłuszczu z norek:)
Poprzestańmy zatem na olejach mineralnych i olejkach roślinnych.

W okresie zimowym naszej skórze zagraża silny mróz, wiatr i niekorzystne warunki atmosferyczne, ale także gorące, suche i przegrzane pomieszczenia oraz nagłe wahania temperatur, kiedy na przykład wchodzimy z zimnej ulicy do rozgrzanego biura. Najgorzej znoszą takie warunki skóry szczególnie wrażliwe i płytkounaczynione, ale i normalnej zupełnie zdrowej skórze nie są one miłe.

Zatem podstawą naszej pielęgnacji w tak trudnych warunkach powinno być stosowanie kremów ochronnych. Przy okazji chciałabym tutaj obalić mit, że nie można w zimie używać kremów nawilżających. Oczywiście, że można- nie mieszkamy przecież na Syberii. Nowoczesny krem nawilżający nie zawiera wody w czystej postaci, tylko ma działanie okluzyjne- zapobiega utracie wody własnej. Woda zresztą nie wchłania się w ludzką skórę- bo gdyby się wchłaniała ,co było by po kąpieli w wannie czy po porządnej ulewie? Nasza skóra jest zbudowana tak, by odizolować nas i chronić przed czynnikami zewnętrznymi i niewiele rzeczy się w nią wchłania- chyba, że w zewnętrzne martwe warstwy naskórka. Strumienie wody skierowane na twarz ślicznej modelki w reklamie kremu to duże uproszczenie- woda nie tylko się w skórę nie wchłania, ale wręcz może ją odwodnić. Dlatego właśnie skórę zawsze należy osuszyć po użyciu wody termalnej czy toniku.

Krem ma za zadanie zapobiegać tzw efektowi TEWL- czyli przeznaskórkowej utracie wody. Bo w naszej skórze jest najczęściej dużo wody, tylko za szybko z niej ucieka. Pytanie tylko, czy lekki krem nawilżający zapewni skórze odpowiednią ochronę?

W zimie bardzo łatwo o uszkodzenia warstwy rogowej i płaszcza hydro-lipidowego i stąd skóra szybko się odwadnia. Zdecydowanie potrzebujemy nieco bogatszego kremu, który lepiej skórę przed tym zabezpieczy. Zwykły krem nawilżający nie zapewni wystarczającej ochrony i jest bezpieczny do -7 czy -9 stopni.

W zimie potrzebujemy parafiny:) Trochę sobie oczywiście żartuję, bo wiem jak znienawidzony jest wśród blogerek ten olej mineralny, ale rzeczywiście ma ona znakomite działanie ochronne poprzez wysoką okluzyjność właśnie.
Parafina, wazelina, wosk pszczeli to idealne składniki zimowego kremu, przy czym krem taki nie powinien kosztować więcej niż 20 zł, bo składniki te są bardzo tanie i łatwo dostępne- w drozszym kremie nie będą działały lepiej.
No chyba, że marzą nam się naturalne składniki i cudownie lekka konsystencja- no to wtedy trzeba będzie zapłacić więcej. Za Nutritic La Roche- Posay, który był badany na Syberii i może być używane do -50 stopni (nie wiem jak zrobić kółeczko oznaczające stopnie) i ma 12 różnych kwasów tłuszczowych prawie identycznych z ludzkim sebum trzeba już zapłacić około 70zł.

Akurat w przypadku kremu na zimę uważam, że nie ma co przepłacać, bo obojętnie czy będzie to parafiny czy unikalne olejki i tak zmyjemy je wieczorem razem z makijażem. Bo tłusty krem nie przenika do głębszych warstw naskórka, tylko leży na skórze jak masło na chlebie.

No dobra, to mamy już zimę i mamy krem, jeszcze trzeba wiedzieć jak go używać. To zależy oczywiście od skóry. Skóra tłusta najczęściej ma tyle własnego tłuszczu, że nie potrzebuje żadnego wspomagacza, chyba, że mróz się zdarzy wyjątkowo siarczysty, lub gdy tłusta skóra poddawana jest intensywnemu złuszczaniu np Atredermem. Właściwie dla  tej skóry nie jest wskazany żaden tłusty krem. No bo jeśli się tłuste tłuszczem posmaruje- to się zapycha. Dlatego należy taki krem nakładać bardzo ostrożnie- tylko w czasie silnych mrozów i w niewielkiej ilości.
Skórę suchą natłuszczamy oczywiście całą, zresztą jest to podstawa pielęgnacji tego typu cery przez cały rok. A jeśli mamy skórę mieszaną natłuszczamy suche jej partie czyli najczęściej policzki, środek twarzy znacznie oszczędniej albo w ogóle.

Wszystko to oczywiście zależy od warunków jakie panują na zewnątrz i od czasu jaki na zewnątrz spędzamy. Bo jeśli nasz kontakt z zima polega tylko na tym, że idziemy na parking, odpalamy samochód i jedziemy do biura, to oczywiście tłusty krem w ogóle możemy sobie odpuśćić.
Jeśli jednak pracujemy na zewnątrz, czy wybieramy się na narty- tłusty krem jest bezwzględnie obowiązkowy. Chyba, że chcemy wrócić z odmrożoną twarzą i siateczka popękanych naczynek.
Oczywiście w zimie obowiązuje nas również filtr a na nartach jest absolutnie konieczny i to ten o najwyższej protekcji 50+. 
Kiedyś przyszła do apteki młoda kobieta z otwartą raną na twarzy i poprosiła mnie o pomoc.
W pierwszej chwili pomyślałam, że to może wybuch gazu tak ją urządził, tymczasem pani wróciła właśnie ze stoku. Zjeżdżała cały dzień  a użyła tylko filtru SPF30...

To co dotychczas napisałam dotyczy pielęgnacji ochronnej w ciągu dnia a co z kremem nocnym? Czy można nałożyć na noc ten sam krem? Oczywiście, że można, pod warunkiem oczywiście, że jest bez filtru i pod warunkiem, że mamy suchą skórę. Tłusty krem będzie ja chronił w ciągu dnia a w nocy zapewni działanie odżywcze i regenerujące. W zasadzie jednak na noc używamy tego kremu co zwykle, chyba, że mamy skórę wyjątkowo spierzchniętą i podrażnioną. Wówczas przyda się nam któryś z aptecznych specyfików przyspieszających regenerację. Może to być Cicaplast, Cicalfate czy Cicabio.  Krem ten naprawi uszkodzenia naskórka, zlikwiduje podrażnienie i odbuduje barierę hydrolipidową,
by rano nasza skóra mogła znów stawić czoła trudnym warunkom atmosferycznym.

Oczywiście tłusty ochronny krem może nas trochę "zapchać" (tak wiem WSZYSTKO Was zapycha), ale mrozy są wyjątkową sytuacją i ważniejsza jest ochrona. Poza tym zawsze na noc możemy nałożyć sobie jakiś kwas lub retinoid, który nas ładnie "odepcha":)

Chciałybyście zapewne wiedzieć,  co z waszymi kuracjami złuszczającymi, czy należy je przerwać na czas silnych mrozów? Ja nie przerywam, chociaż na pewno nie pojechałabym z Atredermem na narty:)

Aha i pamiętajcie, że krem nie musi mieć koniecznie napisu, że jest to kosmetyk na zimę, odpowiedni będzie każdy tłusty krem np. krem dziecięcy, krem do skóry suchej czy dla atopików.

I nie zapomnijcie o ciepłej czapce- mnie Ziem kupił taka właśnie uszankę:)

foto. Ziem

Co na twarz, to na dłonie

Co na twarz, to na dłonie


Moje drogie a teraz spójrzcie na swoje dłonie. Są gładkie, miękkie z pięknym manicurem- przyjrzyjcie się im uważnie- bo nie zawsze takie będą… Z czasem pojawią się na nich brzydkie plamy, skóra zrobi się cienka, pergaminowa i pomarszczona Czy w swojej codziennej pielęgnacji pamiętacie również o dłoniach?

Och, oczywiście, że pamiętacie, regularnie robicie manicure i pięknie malujecie paznokcie, niektóre z Was maja nawet całkiem pokaźne kolekcje kolorowych emalii, używacie też kremów do rąk. Niestety to za mało. Dłonie są narażone na całe mnóstwo szkodliwych czynników, są też w ogóle pozbawione gruczołów łojowych i mogą zestarzeć się bardzo szybko. I to dłonie właśnie najczęściej zdradzają wiek kobiety. Nie potraficie ocenić ile lat ma stojąca przed wami kobieta- zerknijcie na jej dłonie, zaniedbania w pielęgnacji podstępnie obnażają nasz wiek. O dłonie powinnyśmy dbać równie skrupulatnie jak o twarz. Ja przyjęłam zasadę- co na twarz, to na dłonie. 

Przede wszystkim pielęgnacja dłoni obejmuje ich wierzchnią część – nie smarujemy, zwłaszcza tłustymi kremami ich wewnętrznej strony, bo po prostu wszystko będzie się nam wyślizgiwać z rąk. Jedynie w nocy możemy użyć kremu na całość.

plama soczewicowata obraz z wizjoskanu
Po pierwsze nasze dłonie są zawsze odsłonięte i cały czas narażone na promieniowanie UV. Wiecie już, że aż 80% starzenia to fotostarzenie i stosujecie filtry na twarz- nie zapominajcie o dłoniach! Smarujcie ich wierzchy przed wyjściem z domu wysokimi filtrami a uniknięcie szpecących plam. Plamy te zwane często wątrobowymi z wątrobą nie mają nic wspólnego i są efektem fotostarzenia. Ich prawidłowa nazwa to plamy soczewicowate, można też brzydko o nich powiedzieć plamy starcze, bardzo często bywają uwarunkowane genetycznie, ale i złe geny można oszukać odpowiednio zdeterminowaną  pielęgnacją- przykład bliźnięta jednojajowe klik.  Już istniejące są bardzo trudne do usunięcia, stosuje się krioterapię, ale nie daje 100% skuteczności.

Po drugie dłonie są pozbawione gruczołów łojowych, więc należy je skrupulatnie nawilżać a wierzchy natłuszczać- zwłaszcza w zimie. Dłonie bardzo źle reagują na wiatr i niskie temperatury- pierzchną i skrajnie się wysuszają, często naskórek bywa uszkodzony, szczypiący i zaczerwieniony, łatwo też ulegają odmrożeniom. Stosujmy w zimie dobre ochronne kremy i zakładajmy rękawiczki. Na takie spękane wysuszone dłonie i to niekoniecznie od czynników atmosferycznych, ale również od nadmiernej sterylizacji (lekarze) czy detergentów lub jakiegoś rodzaju atopii, na takie spękane ręce polecam Cicaplast La Roche Posay- wersję z silikonami. Silikony pokrywają dłonie cieniutką warstewką niczym biologiczne rękawiczki czy niewidoczny plaster  i odizolowują skórę od czynników zewnętrznych a madekasozyd pięknie goi rany i przyspiesza regeneracje.
Na noc możemy skorzystać ze sposobu  naszych babek i grubo posmarować dłonie odżywczym kremem, po czym nałożyć bawełniane rękawiczki (można kupić w sklepach z farbami dla malarzy ściennych, firma Ivostin dodawała je kiedyś do kremu).

Po trzecie krem przeciwzmarszczkowy. Kupiłyście bardzo drogi słoiczek kremu przeciwzmarszczkowego? Nie żałujcie go do rąk. To samo ze wszystkimi zabiegami kwasowymi, róbmy je także na dłonie. Ja na przykład używam na nie Atredrmu- efekty są naprawdę wyśmienite. Skóra jest wygładzona i dobrze napięta, znacznie rozjaśniły się też drobniutkie plamy soczewicowate, które niestety już zaczęły mi się pojawiać. Przy czym ręce są naprawdę odporne na działanie tretinoiny i skóra w ogóle nie jest tu podrażniona, nie zauważyłam też jakiegoś szczególnego łuszczenia. Jedynie bardzo łatwo o skaleczenie, bo naskórek jest mocno wydelikacony, jednak skóra goi się równie szybko jak ulega uszkodzeniom.

Pamiętajmy zatem o naszych dłoniach:)
Ratunku spaliłam sobie twarz!

Ratunku spaliłam sobie twarz!


Ponieważ  niektóre z Was zakupiły już Atrederm i rozpoczęły swoje kuracje, oraz dochodzą mnie słuchy, że część z Was zdecydowała się na wersje hard, chciałabym odpowiedzieć tym postem na  najczęściej zadawane pytania.Większość z nich wynika zresztą z nieuważnego czytania moich postów, bo często pytacie o rzeczy, które już napisałam. Wydawało mi się, że piszę zrozumiale, ale muszę się chyba jeszcze bardziej postarać. Zawszę biorę pod uwagę Wasze komentarze oraz uwagi, aby tworzyć jeszcze lepsze artykuły.

Napisałam post o Atredermie klik, ponieważ chciałam Was zapoznać z działaniem i skutecznością retionoidów, ale chciałam też Was ostrzec, że nie są to takie tam zwykłe kremiki, ale bardzo silnie działające substancje i należy do nich podchodzić ostrożnie. Opisałam szczegółowo działania niepożądane i środki ostrożności, ale część z Was jest tak niecierpliwa, że chciałaby osiągnąć efekt już teraz, w tym momencie, now i troszkę przesadziła...

Spróbuję jeszcze raz wyjaśnić przebieg kuracji- widocznie część z Was potrzebuję prowadzenia za rączkę krok po kroku:)

Przede wszystkim retinoidy działają z opóźnionym zapłonem i początkowo skóra jest ładna i gładka ponieważ proces zapalny, który już rozpoczął się w warstwie podstawnej naskórka, powoduje lepsze napięcie a przede wszystkim przesuszona warstwa rogowa mocno się ściąga - tak jakbyśmy nałożyły na twarz maskę peel- off. Po jakimś czasie ta spalona skorupka może się nawet trochę marszczyć, stąd chwilowo pojawiają się zmarszczki, spowodowane właśnie mocnym ściągnięciem, buzia jest napięta, czujemy jakby jej było za mało. To sygnał, że wkrótce zacznie się łuszczyć. Najpierw warstwa martwych komórek zaczyna tu i ówdzie pękać a potem złaźić. Zrzucamy stary naskórek i odsłania się nowa piękna skóra, ale też skóra mocno zaczerwieniona i podrażniona- trzeba się z nią w tym okresie obchodzić bardzo ostrożnie.


Pierwsza kuracja- przede wszystkim raczej odradzam ją na twarz, pisałam, że lepsza będzie na plecy czy dekolt, bo podrażnienie jest mocne i uciążliwe. Zresztą nigdy nie wiemy jak nasza skóra zareaguje na retinoidy, więc spróbujmy najpierw na zasłoniętej części ciała.
Wylewamy Atrederm z buteleczki na wacik, najlepiej wacik zgiąć na pól i trochę pouciskać, żeby preparat równomiernie pokrył jego powierzchnię i bardzo cieniutką warstwą nakładamy go na skórę. Skórę oczyszczoną, ale dobre pół godziny po umyciu twarzy, żeby zdążyła  wytworzyć hydrolipidową warstewkę ochronną. Preparat zawsze nakładamy na noc a w dzień unikamy słońca. Atrederm nakładamy przeż 5 do 7 nocy z rzędu. Po tym czasie skóra się złuszczy i pokaże nam swoją odnowiona powierzchnie. Wtedy bardzo mocno ją nawilżamy i chronimy, nie stosujemy innych preparatów na trądzik. Ja najczęściej przeprowadzam sobie 2 takie kuracje w okresie od jesieni do wiosny. Pierwszą późną jesienią i drugą bardzo wczesną wiosną . Tę formę kuracji stosuję tylko na ciało.

Druga kuracja- nakładamy Atredem cieniutką warstwą na noc początkowo raz w tygodniu, stopniowo ten czas skracając. Nie powiem Wam dokładnie, musicie same obserwować swoją skórę i w miarę coraz lepszej tolerancji preparatu, nakładać go częściej 2-3 razy w tygodniu a później nawet codziennie. Kurację tę można stosować cały okres od jesieni do wiosny. W trakcie skórę należy mocno nawilżać , nie stosować innych środków złuszczających, chyba że delikatne peelingi o których pisałam szczegółowo w poście wcześniejszym no i oczywiście filtry UV.

Komentarz jednej z Was (pozdrawiam Natalkę) nasunął mi też pomysł, aby przed kuracją wykonać próbę, taką jaką się robi np. przed farbowaniem włosów (a której nikt nie robi hihi) w każdym razie proponuję najpierw posmarować preparatem wybrany element twarzy np. czoło lub brodę, by zaobserwować naszą reakcje na retinoidy. Natalia bojąc się niespodzianek na całej buzi stosuje go kolejno na poszczególne części twarzy najpierw czoło, potem nos itd. Też dobry pomysł- na pewno rozsądny.

No a co zrobić, kiedy stało się - chciałyśmy jak najszybciej zlikwidować cholerne pryszcze i omalże nie zlikwidowałyśmy sobie skóry w ogóle? Co zrobić, gdy przeholowałyśmy i skóra naprawdę piecze jest lekko opuchnięta i tkliwa w dotyku? Podrażnienie może być oczywiście wynikiem działania również innych substancji- na przykład jedna z Was spaliła sobie twarz Brewoxylem. Chciałabym opisać dziś postępowanie w przypadku podrażnienia skóry jakimkolwiek mocno działającym preparatem. Przede wszystkim nie należy jej myć wodą- przejść na oczyszczanie czymś tłustym, ale nie mleczkiem bo ma za dużo emulgatorów, może to być np bardzo prosty, kilkuskładnikowy krem dla dzieci np bambino, lub oleje takie jak do OCM. Na noc należy nakładać na twarz okluzyjny opatrunek w postaci wazeliny, wcześniej można jeszcze posmarować się pianka panthenol. W aptekach jest też bardzo dobry prepaart Cicaplast La Roche- Posay, zalecany po peelingach chemicznych. Przyspiesza on gojenie naskórka, ma też działanie przeciwbakteryjne i okluzyjne. Zwróćcie tylko uwagę by była to wersja z silikonami- Cicaplast nie Cicaplast B5. Silikony wytwarzają warstewkę ochronną na powierzchni skóry- taki jakby biologiczny plasterek.
W przypadku, gdy te działania nie pomogą, należy oczywiście skonsultować się z lekarzem- prawdopodobnie zapisze maść sterydową.


I nie denerwujcie się moje kochane, oraz przestańcie histeryzować- skóra  na pewno dojdzie do siebie, potrzebuje tylko czasu:)

Trzymajcie się a ja uciekam na rower -oczywiście z grubą warstwą filtru na twarzy, bo też jestem w trakcie atredermowej kuracji.

Buziaki!
Copyright © Kosmostolog , Blogger