Ulubieńscy 2021


 

Krem nawilżający

Ureavit Back to Comfort 




Ureavit Back to Comfort
to jeden z najlepszych kremów nawilżających, jakie miałam. Jednak nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Początkowo krem wydał mi się za ciężki i niepotrzebnie perfumowany. I choć kompozycję zapachowa nadal uważam za zbędną, to już zawsze będzie mi się kojarzyła z naprawdę fantastycznym kosmetykiem. Zwykłam mówić, że krem nawilżający to żadna filozofia, jednak ten krem jest inny niż wszystkie. To wyjątkowa formuła stworzona z prawdziwą znajomością fizjologii skóry, a nie tylko mieszanina modnych aktualnie składników. Ciekłokrystaliczna baza emulsji jest wzbogacona o olej ze słodkich migdałów, olej awokoado i masło karite. Trzeba się przyzwyczaić, że tego kosmetyku używa się znacznie mniej, niż tradycyjnego. Na całą twarz wystarczy pół pompki, tak by zainicjować określone procesy w skórze a nie tylko ją przetłuścić i obciążyć. Jeśli krem „poci” się na skórze trzeba go po prostu dłużej wsmarować.




Głównym składnikiem emulsji Ureavit jest mocznik (5%) składnik, który naturalnie znajduje się w skórze i jest niezbędny do prawidłowego rogowacenia i nawilżenia oraz hydrasalinol, zapobiegający utracie mocznika. Znajdziemy tu również panthenol, witaminę E, mleczan sodu i wyciąg z masła karite a a propos modnych składników- wyciąg z wąkroty azjatyckiej, popularny składnik cica-kremów. Dzięki tym składnikom Ureavit nawilża i regeneruje.

Ważne dla mnie jest to, że producentka sama pozyskuje część składników, linia produkcyjna jest ekologiczna, zmniejsza zużycie energii a formuły nie zawierają mikroplastiku i są oparte o naturalne biodegradowalne zagęstniki (pochodnie inuliny, glukozy, fruktozy), detergenty (pochodne glukozydowe, amionkwasowe i surfaktyny), konserwanty (min. kwas lewulinowy) oraz składniki chelatujące (Trisodium Ethylenediamine Disuccinate).  Wszystkie związki ulegają biodegradacji, zaś opakowania to plastik z recyklingu.  

Twórczyni marki Ewa Kilean-Pieta jest kosmetologiem i technologiem. Przez wiele lat procowała w gabinecie, ale któregoś dnia zamknęła się w laboratorium i zaczęła tworzyć własne formuły. Promuje ideę powolnej, prostej kosmetologii i powrót do komfortu w dobie, kiedy gładką skórę bez zmarszczek osiąga się często kosztem jej zdrowia.

Pierwsze opakowanie kremu dostałam od producenta, a każde kolejne kuliłam już sama.

Serum z przeciwutleniaczami

Vichy Peptid C




Serum z witaminą C to must have świadomej pielęgnacji. Działa antyoksydacyjnie, rozjaśnia przebarwienia, stymuluje syntezę kolagenu i wykazuje właściwości przeciwzapalne. Witamina C jest drugą po retinolu substancją, której skuteczności została potwierdzonej w tak licznych badaniach. Pokocha ją każda cera, szczególnie że jest dostępna w różnych postaciach i formulacjach kosmetycznych. Mamy czystą witaminę C czyli kwas askorbionowy i różne pochodne, w tym uznawaną za najsilniejszą etylowaną witaminę C.

Ja najbardziej lubię serum z czystym kwasem askorbinowym. Wiele lat temu odkryłam dla Was Liq CC, które nadal bardzo cenię, ale ostatnio moją wielką miłością są ampułki Peptid C Vichy. Stosuję je mniej lub bardziej regularnie od około od roku. Witamina C w formie kwasu askorbinowego daje prawie natychmiastowy efekt gładkiej i rozświetlonej skóry. Jest jednak bardzo niestabilna i szybko się utlenia. W celu ustabilizowania obniża się jej ph do ok 3,0- 3,5. Mimo wszystko zdarza się, że po kilku miesiącach nasze serum cimnieje, czy pojawia się metaliczny zapach, świadczącym o utlenianiu. Stosując ampułki Vichy mam zawsze świeżą dawkę witaminy C i nie musze się o to martwić. Mamy tu 10% kwasu askorbinowego i wyciąg z łubinu bogaty w peptydy. Ampułki są z przyciemnionego szkła, jedna wystarcza na dwa razy, choć ja zużywam jednorazowo całość, bo stosuję na twarz, szyję dekolt, piersi i ramiona a także pod oczy. Konsystencja ampułki jest płynna, przeciekająca przez palce. Od razu po nałożeniu skóra wyraźnie się napina. Może odrobinę się klei, ale po zastosowaniu kremu, czuje pełen komfort, czyli nie czuję, że mam coś na twarzy:)

Serum kwasowe

Apigen Royal serum z jadem pszczelim




Serum Apiren Royal z jadem pszczelim (apitoksyna) nie jest moim tegorocznym odkryciem, przewija się w mojej pielęgnacji już od kilku lat i plasuje się w pierwszej 10tce moich ulubionych produktów w ogóle. Często stosuję je jako uzupełnienie innych kuracji, w tym roku bardzo dobrze skomponowało się z tretinoiną.

Jad pszczeli był tematem mojej pracy dyplomowej, której spora część została potem opublikowana w Kosmetologii Estetycznej. Przejrzałam większość dostępnej na temat apitoksyny literatury oraz przeprowadziłam badania jej właściwości fizyko- chemicznych w laboratorium BBH Biotech. Jest to bardzo wrażliwy biologicznie aktywny materiał, zarówno jego pozyskiwanie, jak obróbka a także nieodpowiednią formuła może zniszczyć właściwości apitoksyny. Zdaję sobie sprawę, że serum Apigen Royal jest stosunkowo drogi i nie dziwię się, że szukacie okazji i tańszych zamienników. Nie ma zamiennika tego produktu. Serum Apigen Royal ma najwyższe stężenie apitoksyny 0,1% na rynku, formuła jest skuteczna, stabilna i pozbawiona potencjału drażniącego. Metoda jej pozyskiwania opracowana przez Apigen Royal we współpracy z pszczelarzami jest bezpieczna dla pszczół. Nie jest to wcale taki oczywiste, bo natknęłam się na informację, że np. w Chinach mieli się pszczoły w celu jej pozyskania. Wysyłacie mi linki do kremów z jadem pszczelim, w których go w ogóle nie ma a jeśli jest to na końcu składu i niewiadomego pochodzenia.




Jad pszczeli jest unikatową mieszaniną biologicznie aktywnych białek, enzymów i amin biogennych. Wykazuje działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i immunomodulujące. 
Poprawia ukrwienie skóry i jej odżywienie, promuje syntezę nowego kolagenu, działa fotoprotekcyjnie, hamuje elastazę i obniża poziom metalopretinaz macierzy, rozjaśnia przebarwienia. Znajduje zastosowanie w terapii trądziku, atopowego zapalenia skóry, łuszczycy i łysienia, wykazuje również potencjał przeciwstarzeniowy. 

W serum Apigen Roayal apitoksyna występuje w towarzystwie buforowanego kwasu szikimowgo. Cenię to serum szczególnie za właściwości rozjaśniające i wyciszające rumień, dobrze się komponuje nawet z retinoidami, nigdy w najmniejszym nawet stopniu mnie nie podrażniło. Należy jednak pamiętać, że każda skóra jest inna i każdy nowy, szczególnie aktywny, produkt należy wprowadzać stopniowo i dostosować najlepszą dla siebie częstotliwość.

Krem z filtrem

Resibo Teamsunscreen light




Przez cale życie, nie licząc dzieciństwa w piaskownicy, konsekwentnie unikałam słońca. Stosowałam krem z filtrem w czasach, kiedy nikt jeszcze nie mówił o fotostarzeniu a opalenizna była modna i pożądana. Wszystkie moje koleżanki „trzaskały” się całymi dniami i patrzyły z politowaniem na moją białą skórę. Czy było warto? Cóż, pewnie tak, ale dlaczego koleżanki mają ładne skóry a ja mam pełno okropnych plam? Wyglądają jak pieprzyki, ale można je zdrapać, są zrogowaciałe. Plamy soczewicowate a może brodawki łojotokowe? Zauważyłam, że najpierw robi się krostka, potem zamienia w tę cholerną plamę. Jedna z pierwszych, jaką znalazłam, to był płaski pieprzyk z czerwoną, zapalną obwódką. Przestraszyłam się, że to czerniak, ale w badaniu histo-pat. wyszło, ze to ropień śródskórny. Co ciekawe najwięcej plam mam na piersiach i brzuchu, który nie widziały za wiele słońca, natomiast nie mam ich na twarzy, która widziała go sporo. Są też na ramionach i w górnej części pleców. Maskara:(




W każdym razie w tej chwili podchodzę do filtrów z dystansem (również ze względu na srodowisko), nadal nie lubię słońca i upałów, ale krem z filtrem stosuję głównie latem i wtedy, kiedy zamierzam dużo przebywać na słońcu. Dlatego bardzo przypadł mi do gustu produkt Resibo Team Sunscreen light SPF 30. Używam go na co dzień i traktuję jako ochronę połączona z makijażem. Jest to barwiony filtr mineralny. Odcień jest stosunkowo jasny, wiec nadaje się dla bladziochów, formuła raczej lekka, ale nie matująca. Po nałożeniu daje delikatny błysk, ale taki zdrowy, skóra jest rozświetlona. Zobaczcie, na zdjęciu, jak wygląda na mojej twarzy. Pierwszy produkt dostałam od producenta, każdy kolejny, kuliłam sama. Mam dwa w zapasie. Nie jestem miłośniczką kosmetyków naturalnych, ale ten produkt na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. W składzie oba filtry mineralne tlenek tytanu i dwutlenek cynku, ponadto nawilżający polisacharyd, olej z konopii, ekstrakt z rozmarynu i mirt cytrynowy- przeciwutleniacz zapobiegający utlenianiu sebum, jednej z przyczyn powstawania zaskórników.

Poza tym mam jeszcze wiele kremów z filtrami, o których już pisałam i stosuję wedle potrzeby. Kiedy jest silne słońce i zamierzam aktywnie spędzić dzień na zewnątrz a bardzo lubię długie wyprawy rowerowe, nakładam mineralny filtr Back to Comfort. Ewa Kilian-Pięta przebadała go w ekstremalnych warunkach i mam pewność, że daje najlepszą ochronę, poza tym nie wymaga reaplikacji.



Oczyszczanie

Jest pewna cudowna substancja o niesamowitych właściwościach oczyszczających i dająca najlepsze odświeżenie- to czysta woda. Stosowana przez ludzkość od zarania dziejów, dziś dostępna w każdym domu na bieżąco.

Od dawna do mycia skóry używam samej wody, a zdarza się, że nie myję jej w ogóle, szczególnie rano i w okresie zimowym. Przez noc skóra zregenerowała płaszcz hydro-lipidowy i mikrobitę a my ją od rana traktujemy detergentem. Niszczymy naturalny kosmetyk, by zastąpić go sztucznym. Po co ingerować w równowagę skóry, jeśli po wstaniu jest jasna, nawilżana i bez warstwy obciążającego łoju. Najczęściej jednak odświeżam rano buzię wodą. Jeśli nie mam makijażu ani SPFu używam wody również wieczorem. To jest moja metoda oczyszczania, dostosowana do mojej skóry, pielęgnacji i warunków w jakich żyję. A mieszkam w leśniczówce wstaje, kiedy obudzi mnie słońce, nigdzie się nie spieszę, piszę i fotografuję

Nie ma jednego sposobu oczyszczania a skóra to żywy wciąż zmieniający się narząd, zmieniają się również jej potrzeby. Poza tym oczyszczanie nie jest jedynym elementem pielęgnacji i należy je dostosować do tego, co aktualnie na skórę nakładamy. Czy stosujemy dużo kosmetyków, jesteśmy może w trakcie leczenia dermatologicznego, albo żyjemy w mocno zanieczyszczonym mieście? Wszelkie pyły znajdujące się w powietrzu brudnego miasta, mają negatywny wpływ na skórę, jeśli jeszcze nakładamy na nią masę kosmetyków-musimy to zmyć! Rano wystarczy opłukać skórę wodą, a jeśli jest zdrowa i funkcjonuje prawidłowo, nie myć jej w ogóle, ale wieczornego oczyszczania nie należy zaniedbywać. Generalnie nie jest to żadna filozofia, powinno być ono skuteczne, ale delikatne i takie, które nie pozostawia po sobie ściągnięcia. Pamiętajmy też, że skóra ma własny system oczyszczania- codziennie gubi martwe komórki, razem z tym, co się na nich znajduje. Stosując masę kosmetyków zaburzamy ten proces, bo komórki zamiast oderwać się od skóry są do niej przyklejone kremem. Proces ten bywa zaburzony w przebiegu różnych dermatoz i wówczas należy wspomóc skórę w tym, z czym sobie nie radzi.

To wszystko należy wziąć pod uwagę i przede wszystkim nie szkodzić. No i nie zapominajmy o naszej Ziemi, im mniej stosujemy mazideł, tym mniej śmieci produkujemy a najlepszy kosmetyk płynie w naszym kranie. Ewentualnie możemy lekko poprawić jego jakość odpowiednim filtrem.

Indywidualne konsultacje

Jeśli po przeczytaniu wszystkich moich wpisów, wciąż nie wiesz, jaka pielęgnacja będzie najlepsza dla Ciebie, zapraszam na indywidualne konsultacje dotyczące skóry i włosów. Podczas miłej rozmowy online odpowiem na wszystkie Twoje pytania i zaproponuję indywidualny schemat pielęgnacji cery https://kosmostolog.blogspot.com/p/dermo.html 

Zapraszam też na mój Instagram, taraz jestem aktywna głównie na nim https://www.instagram.com/kosmostolog/

5 komentarzy:

  1. Pamiętam jak po kilku miesiącach ustalonej z Tobą pielęgnacji udało się ujarzmić trądzik, dlatego uproszczona jej formę stosowałam aż do zeszłego roku. muszę jednak przyznać że ostatnio moja skóra zresetowała się do stanu nastoletniego (co w moim wypadku oznacza gladka cere, brak niedoskonałości,tylko nieliczne zaskórniki...) a to wszystko wypadkowa porodu, suplementów, ale pewnie też braku makijażu a co za tym idzie nie stosowaniu kosmetyków oczyszczających, jedynie przemywanie woda pod prysznicem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze złżyło sie na to kilka rzeczy , najwazniejszze z e cera jest w dobrej kondycji a ty nauczyłas się z nią postepować. Są momanty, jak chociazby trądzik, kiedy skora potrzebuje stymulacji na wielu płaszczyznach, ale w wiekszości przypadków nie potrzebuje ona większosci rzeczy, które na nią nakładamy. Wiele osób obserwuje poprawę po odstawieniu wszystkich tych słoiczków, i buteleczek, bo przecież ktoś produkuje kosmetyki, by na tym zarobic, dlatego zależy mu bysmy jak najwiecej tego kupwały. Zatem to nie nasza skóra ma w tym interes, tylko producent:)

      Usuń
  2. Zielolinko czy stosujesz botox? Masz takie gładkie czółko. A ja już walczę z lwia zmarczki, a dopiero 30 na karku. 😩

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie Kasiu, mam gładkie czoło. To kwestia dbałości o postawę, całe życie trzymałam się prosto. Zmarszki na czole są związane ze zgarbioną sylwetką i ciągłym pochyleniem do przodu, gdyż tzw taśma tylna kończy się w brwiach a jej początek jest w stopach:) Nie mam nic przeciwko botoxowi, ale polecam też techniki facefitmesu i facemodelingu oraz książkę Facefitness.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielu z tych ulubieńców znam i lubię. Ciekawa z nimi sprawa.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Kosmostolog , Blogger