niedziela, 26 lutego 2017

"Skin coach" Bożeny Społowicz- ładnie wydana książka


Ten artykuł skończyłam dwa dni temu i długo zastanawiałam się, czy go opublikować. To mój pierwszy tak krytyczny post i już pojawiły się ataki z tym związane, ale cóż, jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Poza tym uważam, że moja polemika jest jak najbardziej obiektywna, piszę nie tylko o negatywach, ale również o tym, co mi się podobało i w sumie wcale nie żałuję kupna tej książki, bo dała mi okazję do poruszenia wielu ciekawych tematów (chociaż tylko ze względy na błędy) jak źródła witaminy D, jelitowy mikrobom czy istnienie/nieistnienie skóry mieszanej. Zapraszam Was zatem do dyskusji, przy czym chcę zaznaczyć, że będę usuwała wszelkie obraźliwe i nic niewnoszące komentarze.

Kiedy odebrałam w Empiku swój egzemplarz "Skin Coach" Bożeny Społowicz zachwyciła mnie szata graficzna książki- piękna okładka, dobry papier, cudowne zdjęcia wewnątrz! Przygotowane pieczołowicie i z wielka troską o szczegóły, szkoda tylko, że autorka popełniła w treści rażące błędy, które mocno rzutują na jej odbiorze.

Zamawiając książkę, wiedziałam mniej więcej, czego mogę oczekiwać, ponieważ zapoznałam się z profilem pani Bożeny- jest blogiem i stroną na fb. Liczyłam raczej na polemikę z długoletnim praktykiem, niż odkrycie nowych lądów, nie miałam jednak pojęcia, że będę musiała przedzierać się przez podstawowe błędy merytoryczne.

Już na samym początku musiałam przetrzeć oczy ze zdumienia i przeczytać kilka razy, bo nie mogłam uwierzyć, że pani Bożena naprawdę napisała, iż witaminy D nie można dostarczyć z pożywieniem (klik)! Zaraz potem zresztą sama sobie zaprzeczyła, polecając suplementację kalcyferolu- a czym innym jest suplement, jeśli nie produktem dietetycznym? Witamina D jest wytwarzana w skórze pod pływem promieniowania UV, ale możną ją dostarczyć również w wielu produktach żywnościowych takich, jak ryby, jaja mleko i jego przetwory oraz wiele innych. Są kraje, w których ludzie nie mają dużo słońca na co dzień, jednak nie stwierdzono u nich niedoborów witaminy D, bo jedzą na przykład dużo tłustych ryb. U nas warto suplementować tę witaminę w okresie jesienno- zimowym.
Pod tym wpisem na fb jedna z komentujących zarzuciła mi, że czepiam się słówek a stwierdzenie, iż witaminy D nie można dostarczyć z pożywieniem, jest prawdziwe, ponieważ w domyśle wiemy, że i tak nie uda się w ten sposób dostarczyć jej w odpowiedniej ilość. Zresztą zobaczcie sami.

Na tej samej stronie znalazłam kolejny błąd, a przynajmniej dużą nieścisłość, skin coach pisze, że probiotyki odbudowują florę bakteryjną jelita cienkiego, tylko że właściwa flora bakteryjna znajduje się głównie w jelicie grubym (klik)! Co nie znaczy oczywiście, że jelito cienkie jest jałowe. Cały nasz organizm zamieszkują liczne bakterie, ale w jelitach znajduje się ich aż 99%. Jedynym miejscem wolnym od bakterii jest macica, w której rozwija się płód. W jelicie cienkim znajduje się 10 milionów razy mniej bakterii niż w jelicie grubym, a jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jelito cienkie stanowi aż 70% długości naszych jelit, myślę że można użyć określenia "nieliczne" w stosunku do przebywających tam bakterii, oczywiście w porównaniu do mikrobiomu zasiadającego jelito grube. Na ogół organizm dąży do zmniejszenia ilości bakterii w jelicie cienkim i wykształcił do tego odpowiednie mechanizmy jak soki żołądkowe i enzymy trawienne, perystaltyka jelit, zastawka krętniczo- kątnicza zapobiegająca cofaniu się kału, ale także krótki czas przebywania treści pokarmowej w jelicie cienkim (ok 40 minut). Wszystko po to, aby bakterie nie zdążyły się rozpanoszyć i na pewno nie jest tam potrzebna ich kolejna porcja w postaci probiotyku. Przerost bakterii w jelicie cienkim jest groźny i może wywołać na przykład chorobę SIBO.
Jelito cienkie to strefa wchłaniania, znajdujące się w nim bakterie są przesuwane w dół do strefy wydalania i jelita grubego- i to właśnie jelito grube jest królestwem bakterii. Zajmują się one tam niestrawionymi resztkami, produkując na przykład witaminy i pełniąc wiele innych przydatnych funkcji, ale to nie czas, by je opisywać. (Źródła "Historia wewnętrzna" Giulia Enders, Wikipedia, forum.bioslone.pl).

Po znalezieniu tych błędów moja motywacja do dalszego czytania bardzo spadła, zwłaszcza że wkrótce znalazłam kolejny, mianowicie, że gruczoły łojowe i potowe są wytworem skóry właściwej. Szybko zrobiłam quiz na fb pytając kosmetologów, czego wytworem są owe gruczoły- naskórka, czy skóry właściwej? Opinie były podzielone, bo zadanie było rzeczywiście trudne. Może nawet sama nie zwróciłabym uwagi na ten szczegół, gdyby doktor Kuczyńskie w szkole kosmetycznej nie powtarzał nam do znudzenia, że włos a razem z nim gruczoł łojowy i potowy, owszem znajdują się w skórze właściwej, są jednak tworem naskórka wpuklonego w skórę właściwą. To właśnie dlatego możemy zedrzeć za skóry cały naskórek, na przykład podczas głębokiego peelingu medycznego a on ulegnie odtworzeniu właśnie z mieszków włosowych.

Generalnie przez pierwszą połowę książki przebrnęłam z wielkim trudem- była nudna, pełna ogólników, pani Bożena też nader często operowała pojęciem "chemia"- "unikaj nadmiaru chemii", "chemia w jedzeniu i kosmetykach","naszpikowana chemią pielęgnacja", unikając odpowiedzi, o jaką chemię właściwie jej chodzi, wiadomo iż jest to dość szerokie pojęcie. Jak zauważyła jedna z komentujących na fb, takie "zbyt daleko idące uproszczenia, wywołują strach, zamiast dostarczać informacji."

Druga część książki jest już znacznie ciekawsza i bardziej konkretna, choć autorka zdecydowanie nie ma lekkiego pióra. Skin coach podaje w niej swoją metodę pielęgnacji, swój klucz do uzyskania zdrowej cery, oparty o takie elementy jak oczyszczanie, tonizację, odbudowę, antyoksydację, filtry UV i odmładzanie. Mogę się z pewnymi rzeczami nie zgadzać, ale to nie ma znaczenia, bo każda z nas, osób pracujących na skórze ma swoje obserwacje, własne doświadczenia, rytuały i ulubione produkty. Ja lubię żele, pani Bożena mydła, ona zawsze poleca toniki, ja uważam, że można się bez nich obejść, a uwielbiam wody termalne. To są drobiazgi, szczegóły, ale i rzeczy, które naznaczają styl każdej z nas. Grunt, aby były skuteczne.

Pozwolę sobie na polemikę tylko w jednym temacie, bez krytykowania a na zasadzie dyskusji z koleżanką po fachu, jest to kwestia istnienia/nieistnienia cery mieszanej.

Bożena Społowicz w swoim podziale nie uznaje skóry mieszanej, argumentując w ten sposób: „Zwróć uwagę na to, że nie używam już pojęcia „skóra mieszana”. W tak zwanej strefie T (czoło,  nos, broda) jest ich więcej niż w pozostałych częściach twarzy [gruczoły łojowe]. Nie znaczy to jednak, że są to inne gruczoły i że mamy dwa odrębne typy skóry! Jeżeli skóra ma objawy suchości wywołanej niedostateczną produkcją łoju, dotyczy to całej jej powierzchni. Podobnie jest w sytuacji nadmiernego wydzielania łoju. Z mojego punktu widzenia, popartego wiedzą i wieloletnią praktyką, wyróżnianie skóry mieszanej i stosowanie dla niej dwóch różnych metod pielęgnacji jest bezzasadne. Skórę mamy jedną i może ona mieć cechy nadprodukcji łoju lub jego niedostatecznego wydzielania."


Ja natomiast uważam, że praktycznie każdy człowiek ma skórę mieszaną. Pierwszym wyznacznikiem są różnice w strukturze, to co widać gołym okiem i tutaj pani Bożena też opisuje różnice:
„Nadmiernie aktywny gruczoł łojowy sprawia, że skóra jest tłusta, szarożółta i błyszcząca. Widoczne są na niej rozszerzone pory i zaskórniki, ma tendencję do trądziku”.
„Niedoczynność, czyli mała aktywność gruczołu łojowego, skutkuje skórą suchą. Jasną i cienką, mało elastyczną [...] Na takiej skórze nie widać rozszerzonych porów, zauważalne są natomiast drobne zmarszczki”.

Patrząc do lusterka widzę że, skóra na moim czole odpowiada opisowi pierwszemu, natomiast na policzkach drugiemu. Więc jednak mam dwie inne skóry? Tak!
Zgadzam się, że to łój, czyli skórny tłuszcz decyduje o rodzaju skóry i że u każdego człowieka w pewnych miejscach (na nosie i pomiędzy brwiami) występuje nagromadzenie gruczołów łojowych oraz ich zwiększona aktywność. Jest to zapewne związane z tym, że ze środka łój powinien być rozprowadzany na resztę twarzy. Tak samo jest z podkładem, rozpoczynamy jego aplikację od środka i rozcieramy na boki.

Jeżeli nasz nos wiecznie się błyszczy, są na nim rozszerzone pory i zaskórniki, to nie znaczy, że taka sama sytuacja będzie na policzkach, mogą one być równie dobrze suche lub normalne i tak właśnie najczęściej się dzieje. Aktywność gruczołów łojowych może być mniej lub bardziej nasilona na różnych częściach twarzy. Najbardziej nasilona jest w strefie T, ale może dotyczyć również boków twarzy (na linii włosów) i żuchwy. Jeżeli na naszej twarzy przeważają partie tłuste, możemy skórę traktować jako tłustą i podjąć odpowiednią pielęgnację, a jeżeli aktywność gruczołów łojowych jest minimalna, posiadamy suchą skórę.

W przypadku tak rozregulowanej jednostki, jaką jest na przykład cera trądzikowa, obserwujemy zaskórniki nawet w partiach suchych, często są to formy wyizolowane, gdzie nadmierne rogowacenie i łojotok, dotyczą tego konkretnego mieszka włosowego, natomiast cała reszta skóry posiada cechy skóry suchej. Czy to znaczy, że mamy ją pielęgnować, jak skórę suchą? Nie. Konieczny będzie kosmetyk regulujący typowo do tłustej cery.


Bardzo często mamy też do czynienia z dużą dysproporcją pomiędzy poszczególnymi partiami skóry, nos i czoło mogą być mega błyszczące a policzki skrajnie suche. Czy to oznacza, że mamy całą skórę pokryć kremem matującym lub odwrotnie nałożyć na nią krem odżywczy i lipidowy? I czy jeżeli mamy zaskórniki tylko na nosie i koniecznie chcemy się ich pozbyć, powinniśmy katować tretinoiną całą skórę? Oczywiście, że nie. Na poszczególne partie twarzy możemy nakładać różne substancje w zależności od tego, jaki chcemy uzyskać efekt. Istnieje wiele związków i preparatów, które służą każdemu rodzajowi skóry. Na przykład kwas laktobionowy świetnie nawilżą, ale ma również właściwości złuszczające i regulujące, wspaniale nadaje się do skór naczynkowych i w dodatku działa przeciwstarzeniowo. Jeżeli zamkniemy go w formie lekkiej emulsji lub serum możemy nakładać zarówno na partie suche, jak i tłuste.

Istnieją też płaszczyzny, na których zgadzam się z panią Bożeną w stu procentach. Bardzo podoba mi się idea kosmetycznego minimalizmu, którego też jestem wyznawczynią. Kobiety a szczególnie nastolatki nie zdają sobie sprawy, ile szkodliwych substancji posiadają kosmetyki i jakże często, zamiast skórze pomóc, zaburzają jej funkcje. Nastolatki z młodą zdrową skórą często w ogóle nie potrzebują pielęgnacji, co najwyżej ochrony naturalnego potencjału przed czynnikami zewnętrznymi (filtry, przeciwutleniacze). Popieram też ideę holistycznego podejścia, bo trudno mówić o zdrowej skórze bez odpowiedniej diety, ruchu i ogólnie zdrowego stylu życia.

Największy mój entuzjazm wzbudziły jednak jej opinia na temat makijażu. "Zdrowy makijaż praktycznie nie istnieje. Nie pozwala na to technologia produkcji kolorowych kosmetyków, opartych na silikonach, pełnych barwników i obciążających substancji, takich jak talki, syntetyczne perfumy, emolienty "udające" tłuszcze. Nawet pudry mineralne bazujące na tlenku cynku i dwutlenku tytanu i niezawierające silikonów wysuszają skórę."

Książka jednak mnie nie porwała, jak na przykład czytana wcześniej "Skóra" Yael Adler, czy "Historia wewnętrzna Giulii Enders, gdzie rozgorączkowana przewracałam kolejne strony i pochłaniałam kolejne rozdziały. Błędy merytoryczne "Skin coacha" podważają zaufanie do autorki i zniechęcają do dalszej lektury. Język nijaki, płaski, bez polotu sprawia, że trzeba zmuszać się do odwrócenia kartki. Kosmetolodzy nie znajdą tutaj niczego odkrywczego, choć mogą zapoznać się z doświadczeniami koleżanki, która osiągnęła sukces, bo pani Bożena Społowicz bez wątpienia sukces osiągnęła. Istnieje duże grono osób, którym pomogła i wciąż pomaga w wypracowaniu zdrowej skóry, ma mnóstwo fanek i wiernych coachennic, jak je nazywa. Jest skuteczna i wyróżnia się na tle innych. Prowadzi własny ośrodek spa, jeździ na konferencje naukowe, prowadzi warsztaty i uczy przyszłych kosmetologów. Życzę jej wszystkiego dobrego i dalszych sukcesów, z jedną uwagą, że jeżeli będzie wydawać kolejną książkę, powinna bardziej zadbać o sprawdzenie jej poprawności merytorycznej, bo naprawdę szkoda psuć sobie renomę błedami, których można było uniknąć.

PS. Oddam tę książkę za darmo, jeśli ktoś wyrazi chęć posiadania. Zdecydowanie nie jest to pozycja, do ktorej chciałabym powrócić.

94 komentarze:

  1. Świetny wpis :) ciesze się, że zostało dużo rzeczy sprostowanych :). Ja czytajac tę ksiązkę kilka razy złapałam się za głowę ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a pamiętasz przy czym szczególnie?

      Usuń
  2. Amen Ziemolino. Nie ma w Twoim wpisie nic z czym bym się mogła niezgodzić. Cieszę się, że trafiam wciąż na Twój głos rozsądku, który mnie zasem do pionu stawia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ziemolino, możesz polecić jakieś blog zajmujące się taką tematyką jak Twoja?
    Czytasz kogoś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja polecam blog kosmeologika

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. http://www.kosmetologia-naturalnie.pl/

      Usuń
    4. O dziękuję za polecenie! :D

      Zapraszam: kosmetologia-naturalnie.pl =)

      Usuń
    5. Anonimku, dziękuję! O ile wiem, to jest pierwszy raz kiedy ktoś mnie tak anonimowo i bezinteresownie polecił, więc robię sobie screenshota na pamiątkę <3

      Usuń
    6. Tez polecam blog Ani kosmeologika a także Italiany oraz ervish.
      Kosmetologii naturalnie nie znam, zapoznam się bardziej szczegółowo w wolnej chwili, pewnie też po to, by podjąć polemikę na temat używania oli do pielęgnacji cery, bo widziałam wpis, z którym niekonicznie się zgadzam.

      Usuń
    7. A co myślisz o http://mademoiselleevebloguje.blogspot.com ?

      Usuń
    8. Eva ma w sobie dużo pasji i poswieca na wpisy dużo czasu, merytorycznie jest bardzo godna zaufania, ale ja nie jestem w stanie przebić się przez taką ilośc tekstu, nawet recenzja żelu do twarzy to u niej 4 strony A4. Niemniej jednak polecam:)

      Usuń
    9. Polecam bloga arsenic, też pisze ciekawie o kosmetykach. :)

      Usuń
    10. No właśnie Arsenic też jest ok:)

      Usuń
    11. https://zycietm.blogspot.com/ o urodzie

      Usuń
    12. Zajrzałam na tego bloga i szczerze mówić porównywanie go do bloga Ziemoliny mogło wyjść chyba tylko z ust... jego autorki.

      Usuń
    13. A wiesz, że też odnioslam takie wrazenie:)

      Usuń
    14. Ziemolino, szacun, że polecasz też inne, wartościowe blogi!

      M. ze Szczecina:)

      Usuń
    15. Nie jestem kosmetologiem, ale lubię dobrze umotywowane, spójne wewnętrznie wywody w postach - czytam regularnie oczywiście tego bloga, bloga Eve oraz Ani z Kosmeologiki. To prawda, że posty Eve to dłużyzna (Ania też słów nie szczędzi:), ale dla mnie to są urodowe eseje, a nie posty :) Zahaczają o kwestie, składniki i wrażenia pokrewne; dziewczyny kąsają temat ze wszystkich stron i po tak skonstruowanej recenzji czuję, że znam produkt na wylot i wiem, że był on naprawdę testowany. Przy okazji, nawet jeśli sam kosmetyk mnie nieszczególnie interesuje, zasysam specjalistyczną wiedzę, która została umiejętnie w post wkomponowana. Polecam serdecznie urodowe eseje! :)

      Usuń
  4. Zastanawiałam się nad zakupem, teraz wiem, że chyba jednak sobie odpuszczę. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od początku wiedziałam, że nie jest to książka dla mnie... Prawdopodobnie głównie bym się przez nią irytowała ;-P
    Bardzo dobrze, że opublikowałaś ten post ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też to wiedziałam, ale celowo kupiłam kilka różnych ksiązek w temacie kosmetologii, żeby zapoznac sie z rynkiem i zrobić podsumowanie.

      Usuń
    2. Ziemolino, jestem praktykującym kosmetologiem (moim wykładowcom również był m.in. dr. Kuczyński). Podobnie jak Ty, będąc ciekawą nowej, kosmetologicznej pozycji sięgnęłam po książkę Skin Coach, i choć nie przeczytałam jej jeszcze do końca (co, jak wspomniałaś, nie jest łatwe), to zgadzam się z Twoją recenzją. Jestem przerażona niskim poziomem wiedzy autorki książki, wszak niektóre informacje jak budowa skóry czy opis składników bez problemu można znaleźć w popularnych internetowych encyklopediach, wystarczyło porównać. Zastanawiający jest fakt, iż mimo dużego doświadczenia, wiedza Skin Coach jest nikła (bynajmniej w temacie poruszanych w książkach), przeraża mnie również fakt popularności autorki, a co za tym idzie grona osób, które wiele z omawianych przez nią informacji, nie mając punktu odniesienia weźmie za prawdziwe.
      Myślę jednak, iż czas zweryfikuje i tę książkę, a zainteresowane kosmetologią osoby będą szukały informacji w innych źródłach.

      Nawiązując do Twojej wypowiedzi o rodzajach skóry, już sam fakt specyficznego rozmieszczenia gruczołów łojowych i receptorów dla hormonów androgenowych, które stymulują produkcję łoju, świadczy o tym, iż obszar centrum twarzy będzie posiadał inne cechy niż jej boki - policzki. Jest to sprawa zupełnie oczywista - podobnie jak skóra głowy (np. wypadanie androgenowe nie objawia się na całej skórze głowy, a jedynie w konkretnych jej obszarach - na szczycie, nigdy na potylicy). Istnienie skóry mieszanej jest pewne.

      Cieszę się, że poruszyłaś ten temat i wyraziłaś swoją opinię. Zamówiłam właśnie książkę "Skóra. Fascynująca historia" ;).

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Dziękuję za tak obszerna oopinię, takie komentarze cieszą mnie najbardziej:)

      Myślę, że Bozena Społowicz jest świetnym marketingowcem, nie ulega też wątpliwosci, że i długoletnim praktykiem. Ma wielu zadowolonych klientów, więc zapewne jest również skuteczna. Tym większa szkoda, że napisała tak słabą książkę, która może jej zepsuć renomę.

      Dla kosmetologów ta lektura to strata czasu a wręcz powód do irytacji, choć zawsze można przeczytać z czysto zawodowej ciekawości, natomiast do laików zapewne trafi ładne wydanie i forma pradnika.

      Znalazłas jakies inne błedy, oprócz tych wyłapanych przeze mnie?

      Usuń
  6. Ziemolino jadasz nabiał? Podobno jego nadmirne spozywanie nasila trądzik.
    Czy mozesz powiedzieć jakie masz zdanie na temar nabiału krowiego. I czym sie różni dla organizmu nabiał krowi od koziego. Chodzi mi o mleka jogurty itd.

    Ja isę już w tym gubię. Jeden dietetyk twierdzi że mleko, szczególnie krowie jest niezdrowe. inny mowi ze szklanka dziennie jest ok, itd...

    Wykluczyłaś /wprowadziłaś coś ze sowjego jadłospiu na stałe co poprawiło stan Twojej cery czy skóry całęgo ciała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam nabiał nie jest tak zły, jak hormony, które można w nim znaleźć. Mleko, które pijemy i które pochodzi od krów z wielkich hodowli, nie ma nic wspólnego z tym, które piliśmy w dzieciństwie.
      Generalnie mleko jest dla cielaków (a przynajmniej było, bo teraz się je cielakom odbiera, albo się je po prostu zabija), ma zupełnie inne parametry niż mleko ludzkie. Cielak ma przede wszystkim szybko rosnąć w masę, również proces jego trawienia w żołądkach zwierzęcych zachodzi zupełnie inaczej. Np. u krów za trawienie są odpowiedzialne bakterie, które znajdują się już w bydlęcym żołądku, a nie, jak u człowieka w jelicie grubym, gdzie zadowlają się resztkami, które nie zostały wchłonięte w jelicie cienkim.
      Staram się ogranicz słodkie mleko, w zasadzie prawie go nie używam, odkąd zaczęłam pic Kawę bez mleka. Natomiast nie mam nic przeciwko produktom jego fermentacji- jogurtom, kefirom itp. Wybieram tylko te bez cukru a najczęściej robię sama- to bardzo proste:)
      Myślę, że zmniejszenie w naszej diecie mleka oraz jego przetworów pochodzących z wielkich hodowli ma bardzo dobry wpływ na nasze zdrowie i cerę. Przede wszystkim zaś spadek popytu na te produkty, sprawi że znacznie mniej krów ucierpi podczas jego produkcji.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą w 100% Ziemolino ;)
      Odkąd wpadłam wiele lat temu na książki M.Tombaka to przestałam pić ten wyrób mlekopodobny.
      Pozdrawiam gorąco.
      Marzena (marika73)

      Usuń
  7. Ja się bardzo zawiodłam na tej książce. A główny zarzut mam co do braku jakichkolwiek przypisów do badań, które potwierdziłyby jej punkt widzenia. Zwróciłam na to uwagę, bo jestem tuż po lekturze książki Liz Earl, która bardzo dużo poświęciła właśnie przypisom i odniesieniom do odpowiednich badań/stron internetowych ośrodków badawczych. "Skin coach" z kolei wymaga byśmy wierzyli jej na słowo bez żadnych dowodów co mnie bardzo zraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, rozumiem że autorka ma bogate doswiadczenia, ale zdecydowanie powinna sie bardziej przygotowac merytorycznie, może uniknęłaby błedów, gdyby spedziła kilka dni na pubmed. Tymczasem podaje mnóstwo niesprawdzownych informacji.

      Co dokładnie czytasz Minariko?

      Usuń
    2. W TK Maxxie dorwałam książkę "Skin Secrets. Discover healthy, beautiful skin" o takiej okładce:
      https://lizearlewellbeing.com/wp-content/uploads/2016/07/91EexlooUVL.jpg
      Bo wiem, że Liz ma jeszcze drugą książkę "Skin Secrets" ale tamtej nie znam. Autorka skupia się głównie na "naturalnej" pielęgnacji i może jej książka nie zawiera jakiś innowacyjnych technologii to zdecydowanie jej wartość merytoryczną oceniam wyżej niż "Skin Coach".

      Usuń
  8. Ziemolino, czytałam gdzieś (niestety nie pamiętam, gdzie), że żeby zapewnić sobie potrzebną dawkę wit. D z pożywienia, to np. takiego łososia należałoby jeść ogromne ilości dziennie. Jak to się ma do tego, że w niektórych krajach o słabym nasłonecznieniu, dzięki rybom właśnie nie mają niedoborów? Czy faktycznie pożywieniem można dostarczyć sobie wystarczjącą dawkę wit. D3?

    Bardzo podoba mi się Twój wpis. Uważam, że jeśli ktoś już wydaje książkę, to naprawdę powinien przyłożyć się do sprawdzenia, czy nie ma w niej błędów merytorycznych. No i nie rozumiem argumentacji autorki dot. nieistnienia cery mieszanej..przecież właśnie tak jak piszesz, jeśli o rodzaju cery decyduje ilość gruczołów łojowych, tzn. mało - sucha, dużo - tłusta, to chyba logiczne, że jeśli na jednej twarzy mam obszary gdzie jest dużo gruczołów, to są to obszary tłuste a tam, gdzie jest ich mało to są to obszary suche i jest mieszana- no tak jakby z definicji:P

    Czy planujesz wpis na temat koreańskiej pielęgnacji? Twoje zdanie mniej więcej znam, ale jestem ciekawa, czy uległoby zmianie/modyfikacji po lekturze "Sekretów urody Koreanek". W internetach wiele dziewczyn jest zachwyconych, ale ja już widzę z taką ilością kosmetyków moją skórę, która zamiast toniku woli wody termalne a dodanie jej serum opartego na kwasie hialuronowym i panthenolu to już chyba za dużo i jest bunt. Nawet chciałam kiedyś spróbować, ale obawiam się reakcji, tym bardziej, że w tym miesiącu zaliczyłam niespodziewany, dość brzydki wysyp i jedyne na czym się skupiam, to załagodznie tego stanu:(

    Serdecznie pozdrawiam,
    M. ze Szczecina:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam rodzinkę w Australii, kraj bardzo słoneczny i wyobraźcie sobie, że oni zażywają witaminę D, ponieważ mają ich braki, pytałam dlaczego, a to wynika z tego, że siedzą w domach i mało wychodzą na słońce, dziwne rzeczy.

      Usuń
    2. Odnośnie pielęgnacji koreańskiej, no mówimy tu o pielęgnacji raczej warstwowej. Więc odpowiedz sobie na proste pytanie, jak zareaguje Twoja cera na 7-13 różnych kosmetyków, każdy z innym zapachem, każdy z inną mieszanką emolientów/emulgatorów/zapachów/substancji aktywnych; i dołóż do tego fakt czy jesteś pewna, że wszystkie substancje się ze sobą lubią, nie utrudniają wnikania innych substancji, nie dezaktywują innych substancji. Dołóżmy jeszcze szkodliwe barwniki, i kompozycje zapachowe. Szama dla skóry jak nie wiem. :)

      Także tego, moim zdaniem jest to tylko trend. Poza tym wiele koreanek chodzi do dermatologa na zabiegi praktycznie co tydzień, bo jest to u nich bardzo tanie. Może rasa kaukaska ma takie wyobrażenie, że wow jacy oni przepiękni w tej Azji - nie, proszę się przejechać tam i sprawdzić jak ludzie wyglądają na ulicy. Takie same tapeciary jak u nas tylko, że jaśniejsze i ich cera wygląda jak biały Lion (taki batonik). Oczywiście celebryci w dramach czy tam kpopowe grupy mają sztab ludzi (dietetyków, dermatologów) by dobrze wyglądać. Pewnie są na pewnych tabletkach, lasery ect. poza tym ich widea są tak retuszowane, że nie widać ani żadnej pory na skórze. Fakt na pewno dbają o siebie bardziej niż na zachodzie.

      Reasumując, pielęgnacja minimalistyczna ale "ze wszystkim co potrzebne" Twojej skórze, może dać Ci więcej w kilku krokach niżeli litrach kosmetyków i buteleczek co się walają po kątach. Zawsze można nałożyć na tonik, serum potem krem i już to jest pielęgnacja warstwowa... nie wiem, ameryki nie odkryli - może nazwę temu dali. Zresztą uśmiecham się do siebie, gdy widzę na koreańskim yt jak zachwycają się zwykłym kremem z Avene Cicalfate tym na parafinie.. a u nas szał szympansów jak to! Czy to Clinique czy Estee Lauder, no właśnie u nich to jakby wyznacznik luksusu czy tam dobrego smaku a u nas wita chińszczyzna i koreańszczyzna. Składem naprawdę nie powalają, polecam zgłębić się w japoński rynek - bardziej minimalistyczne podejście do pielęgnacji a i moim zdaniem produkty bardziej efektowne w działaniu bo proste - np. Hada Labo, DHC. :P

      Sorry, za ten elaborat ale tłumaczę to wszystkim znajomym i poniosło mnie. ;) Wiadomo każdy ma inne zdanie co nie :)

      Usuń
    3. Powiem tylko w temacie wit D. - można sobie zajrzeć na bloga pani Bożeny - tam napisała, że aby uzupełniać wit D w organizmie dziennie trzeba by jeść od 300 do 500g ryb (jedna porcja to chyba łosoś a druga szprotki - w każdym razie na blogu jest info). Czy ja wiem czy to takie ogromne ilości? Dla mnie to nie jest ogrom, pochłaniam na raz. Inna sprawa to już może cena i wątpliwa jakość ryb, które można dostać. Nie każdego stać by codziennie rybę jeść a i źródła nie koniecznie są dobre.
      Chciałam tym zwrócić uwagę, że też jest rozbieżność między blogiem a książką jak widać.

      Usuń
    4. Ekspozycja słoneczna jest najlepszym sposobem syntezy wit. D, przy czym nie wystarczy po prostu odsłonić skórę w słoneczny dzień. Do prawidłowej syntezy są też potrzebne sprawnie działające nerki oraz wątroba. To nie jest tak, że w skórze jest wytwarzana gotowa forma wit. D. Jeśli masz chore nerki lub wątrobę możesz mieć problem z przyswajaniem witaminy D.

      Kolejna rzecz, skóra opalona oraz osoby naturalnie o ciemnej karnacji, lub Afroamerykanie nie syntetyzują wit D tak skutecznie, jak blada skóra. Bardzo często to właśnie ciemnoskórzy mają niedobory.

      I jeszcze jedno, o czym wspomniał wyżej anonim, ludzie w Australii czy Włoszech też mają braki kalcyferolu ponieważ posiadajją ciemną karnację, oraz chowają się przed słońcem. Inuici(Eskimosi) ze względu na bogatą w ryby dietę, tych problemów nie mają.

      W naszej strefie klimatycznej poleca się suplementacje witaminy D w okresie jesienno- zimowym w dawce 2 tyś w połączeniu z K2 i najlepiej kwasami omega 3.

      Usuń
    5. Anonimowy27 lutego 2017 18:36, tym bardziej źle świadczy to o autorce, nie może się zdecydować czy co? Poza tym, jak ma na to zareagować myślący czytelnik? Ja rozumiem, że niektóre rzeczy się dezaktualizują, raz każą jeść masło raz margarynę, jedno źródło podaje, że kawa jest ok a już drugie, że to wręcz trucizna. Informacja na temat przyswajania witaminy D są znane od dawna i potwierdzone licznymi badaniami i kurczę jest to wiedza na poziomie szkoły podstawowej.

      Usuń
    6. Dzięki za ten elaborat na temat koreańskiej pielęgnacji, mam podobne zdanie, choć nie tak bogate doświadczenie. Mieszkasz w Korei?
      Pracując w aptece, spotykałam wiele Azjatek i Azjatów w 90% mieli tłuste trądzikowe cery, zresztą to właśnie na ich skórach naukowcy najczęściej testują różne przeciwtrądzikowe substancje:)

      Usuń
    7. Wyjechałam na wymianę 2 lata temu do Seulu na studiach i mogłam korzystać z takich firm jak Missha, Innisfree, It's Skin, i naprawdę to co sprzedają u nas za te ogromne ceny u nich kupują to zazwyczaj dziewczyny w wieku gimnazjalnym albo naprawdę biedne studentki tak jak wtedy ja, w końcu to stolica. Furorę tam robią marki takie jak Sulwhasoo, SU:M37 i po próbkach stwierdzam, tak "że fajne, no kremik". I skóra naprawdę mi się nie zmieniła podczas pobytu w Koreii, chociaż zabiegi mają świetne, i to samo co u nas w sumie, jonoforeza, kawitacja, nadmuchiwanie parą, masaż zimnymi kuleczkami, mezoterapia (robią to z takiego dziwnego pistoletu co sam robi ukłucia :o). Tylko, że to wszystko bardziej przystępne dla normalnych zjadaczy chleba nie tak jak w Polsce.

      Jedyne co mnie przeraziło, to to, że przy pobraniu krwi pielęgniarki nie nosiły rękawiczek, nie wiem zbulwersowałam się a one takie zdziwione. "Clean hands, no worries"... :)

      Usuń
  9. Hej, ja chętnie przygarnę książkę =) Odezwę się na meila =)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja się wypowiem trochę nie w temacie.
    Kiedyś Karolina Korwin Piotrowska omawiała książki wydane przez blogerów. Podsumowała, że to tylko ich sposób na kasę, bo wszystko, co napisali w książce, znaleźć można na ich blogach.
    Przeczytałam kiedyś książkę jednej włosomaniaczki. I potwierdzam, że ciekawszy był jej blog niż książka. W książce nie mogła podać nawet nazw kosmetyków, bo byłaby to reklama, a zapewne nie dogadała się z producentami. Książka była jałowa.

    Czytając tę recenzję, przypomniałam sobie i słowa Karoliny, i książkę włosomaniaczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kwestia targetu. Ja w książce znanej włosomaniaczki znalazłam szybkie vademecum do sprawdzenia informacji, które łatwo wylatują mi z głowy - np. podział olei względem schnięcia :) Ale na przykład dla mojej mamy, która nie ma nawyku czytania blogów czy Wizażu, taka książka to biblia :) Więc ja bardzo cieszę się, że weszłam w jej posiadanie.

      Usuń
    2. Myślę, że podawanie nazw produktów w książce jest takie - ... nie bardzo sensowne. Przecież firmy mogą zejść z rynku, firmy nie chcą tracić reputacji bo przykładowo blogerka jest ok teraz a co jak jej odwali na starość, albo postawi coś kontrowersyjnego na social media i już dziennikarze mogą coś wynaleźć, że mają jakieś tam powiązania. Większość szanujących się firm bardzo uważa na takie sytuacje. Poza tym, informacje się przedawniają i nie rozumiem boomu na książki... :P

      Usuń
  11. Ja też chętnie przygarnęłabym tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli chodzi o kwestię dotyczacą cery mieszanej, to powiem tak: jestem na 99,999% pewna, że to na Twoim blogu po raz pierwszy zetknęłam się z ideą pielęgnowania strefy T w inny sposób niż reszty cery i dla mnie był to jeden z przełomowych momentów w pielęgnacji cery. Niby wskazówka tak prosta i logiczna, a jednak dopóki nie dowiedziałam się tego od Ciebie, miotałam się między pielęgnacją antytrądzikową (szkodzącą moim suchym i wrażliwym policzkom) a odżywczo-nawilżającą, która nie dawała rady pojawiającym się głównie na czole i brodzie wykwitach. Więc ja obiema rękami podpisuję się pod Twoim stanowiskiem i wiem, że popularyzując to podejście pomogłam już wielu osobom. Dziękuję Ci za to - w imieniu swoim i ich :)

      Usuń
    2. Dziekuję, że o tym piszesz Aniu:)

      Usuń
  12. Ziemolino marzy mi się książka o pielęgnacji skóry Twojego autorstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj raczej nic z tego nie bedzie, jestem leniwa i brak mi konsekwencji:(

      Usuń
  13. Ahh nic na mnie nie działa tak jak taki niefachowy język i używanie tego wszechobecnego-cholernego-znienawidzonego przeze mnie-zwrotu "CHEMII". "Ciężka chemia", "Szkodliwa chemia", "Chemiczne składy", "Chemiczne składniki". No tak chemia zła, ale sami jesteśmy z "chemii", chodzącymi procesami chemicznymi. Cały świat to chemia. Ale nie chemia w kosmetykach to ta "zła" chemia. :) Taaa ta w kosmetykach chemia to jest taka chemia, której nie ma w eko kosmetykach... uwaga bo tam chemii nie ma. A chemiczne konserwanty w naturalnych kosmetykach... to nie, to nie chemia. Nie wiem nienawidzę takiego czegoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, ta sama "chemia" czesto ratuje nam życie:)
      Bardzo trafnie podsumowała to Arsenik na swoim blogu http://arsenicmakeup.blogspot.com/2017/01/czytam-skad-odc-9-oliwka-hydrofilna.html

      Usuń
  14. Ziemolino,
    Jaki jest twój stosunek do płynów micelarnych do oczyszczania twarzy z makijażu? Jest dla Ciebie różnica czy to Bioderma Sensibio H2o (apteka) czy np. Garnier różowy (drogeria)? Chodzi mi delikatność a zarazem (a może przede wszystkim) dokładność oczyszczania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie nie ma różnicy, natomiast różnice może odczuć Twoja cera:) Płyny micelarne są ok, ale ja zawsze domywam je jeszcze wodą termalna, mimo wszystko to detergenty.

      Usuń
  15. Ziemolino, jak to nie będzie Twojej książki? Z tą lekkością pióra? Z tym profesjonalizmem? Z tą rzetelną popartą empiryzmem wiedzą? Książka być musi :) ba swoista epopeja;) pozdrawiam serdecznie Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, Ajlowju:) to napiszę romans:)

      Usuń
    2. Bardzo proszę Cię o poradę☺ od dłuższego czasu-kilku lat borykam się z pryszczami (bolacymi podskórnych gulami). Występują one na brodzie, linii rzuchwy, czasem między brwiami czy szyi. Zauważyłam, że pryszcze taki pojawiają się głównie w 2 fazie cyklu i wysyp trwa 2-3tygodnie po czym na tydzień lub dwa cera się poprawia i znowu od początku. W miesiąc miesiąc to samo. Mam cerę mieszana i 35lat. Doradz proszę co stosowac na te gile bo już mam ich dość. Stosuje różne kremy, żele punktowe ale gdy tylko uda mi się pozbyć jednego pryszcza obok pojawia się kolejny��

      Usuń
    3. Zapoznaj sie najpierw z tymi artykułami:
      http://kosmostolog.blogspot.com/2015/01/tradzik-nie-jest-domena-tylko.html
      http://kosmostolog.blogspot.com/2015/07/czym-rozni-sie-oczyszczanie-od.html

      Usuń
    4. Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Przeczytałam wszystko od a do z i wynika, że jestem klasycznym przykładem z trądzikiem dorosłych. Wymyśliłam taki schemat pielęgnacji, spójrz proszę: rano:serum liq CC+filtr, wieczorem Effaclar duo lub k + jakiś krem nawilzajacy. Wyczytalam też, że polecasz serum liq CE i Iwostin re-liftin peeling. Kiedy je włączyć? I co na zmarszczki pod oczami, które już są widoczne. Pomóż proszę��

      Usuń
  16. Ziemolino pod poprzednim potem znalazłam:
    "Ziemolina24 lutego 2017 16:08
    Bardzo fajny zestaw filtrów, oba Tinosorby i Parsol. Preparat jest połaczeniem filtrów chem i fiz (dwutlenek tytanu) więc konsystencja raczej nie bedzie super lekka, podaj jednak jeszcze INCI


    Anonimowy24 lutego 2017 16:27
    Doczytałąm że PPD 25.

    Proszę skład:

    Aqua, Dicaprylyl Carbonate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Titanium Dioxide (nano), C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Potassium Cetyl Phosphate, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano), Bis-Ethylhexyloxyphenol, Methoxyphenyl Triazine, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Polydecene, VP/Eicosene Copolymer, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Propylheptyl Caprylate, Laminaria Ochroleuca Extract, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Hydroxystearic Acid, Isohexadecane, Polysorbate 80, Decyl Glucoside, Propylene Glycol, BHT, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum

    I dziękuję :)

    Monika"

    Czy wypowiedsz sie na temat tego filtra? Ja również jestem nim zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wsydałam ostatecznej opinii, ponieważ nie jestem w stanie ocenić skutecznosci kosmetyku wyłacznie po składzie INCI, jeśli ktoś twierdzi, że potrafi, to po prostu kłamie. Wydałam ogólną opinię, którą potwierdzam, najlepisj poprosić w aptece o próbkę, by sprawdzic własciwosci kosmetyczne produktu:)

      Usuń
  17. Doszukałam się inf,że skutecznym blokerem dht jest kwas azelainowy. Czy któryś z czytelników próbował Skinorenu na skórę głowy?
    Jest emulsja o ciekawym składzie, m.in. z tym kwasem, ale bardzo droga i do zdobycia w specjalistycznych sklepach, czego nie lubię.
    Zastanawiam się, nad spróbowaniem na skórę głowy tego kwasu, ale nie wiem, czy zostawić na noc, czy zmyć po krótkim czasie?
    Co myślisz, Ziemolino?

    OdpowiedzUsuń
  18. Ziemolino,
    Czym zmywasz filtry (anthelios) w okresie wiosenno-letnim? Czy wystarczy płyn micelarny+żel, czy coś bardziej tłustego, żeby dobrze doczyscić skórę?

    OdpowiedzUsuń
  19. Ziemolino, jestem w Twoim wieku - dzięki temu blogowi od kilku tygodni (!!!!) cieszę się czystą skórą. Od lat borykałam się z trądzikiem dorosłych - jak teraz widzę, był on spowodowany kilkoma przyczynami: zaburzenia hormonalne (od roku jestem już niestety na HTZ, co uspokoiło skórę), zła pielęgnacja oraz wieczne majstrowanie przy twarzy.Oprócz wspomnianej terapii zastępczej, zminimalizowałam pielęgnację i nie dotykam twarzy. To wszystko. Cały proces poskramiania rozregulowanej skóry trwał niestety około...2 lat! Na dzień stosuję serum LIQ lekkie, krem Hydraphase lekki i filtr LRP. Na noc teraz serum z retinolem i krem z tej samej serii. 1-2 razy w tygodniu piling enzymatyczny i potem maska nawilżająca. Dziękuję za tego bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki krem na noc stosujesz? Podasz dokładnie :)

      Usuń
    2. Retiage Sesderma - krem i serum

      Usuń
    3. A jeśli chodzi o oczyszczanie, to stosuję mleczko, tonik i żel z Fitomedu do cery suchej. Tanie, a cudowne...

      Usuń
    4. Dziekuję :)
      A widzisz jakieś efekty przeciwzmarszczkowe?
      Filtr Anthelios? Nie podrażnia Cię ? Bo słysząłam ze moze bo ma alko. A powiedz jeszcze proszę stosujesz przepisową ilość filtra?

      Usuń
    5. Najbardziej zależało mi na likwidacji przebarwień posłonecznych (hormony!) i po trądziku (na szczęście nie dorobiłam się blizn). To zadanie zostało zrealizowane w sposób przekraczający moje oczekiwania :). Zmarszczek nie mam wiele i w sumie się nimi nie przejmuję. Mam za to jasną, jednolitą, matową cerę. Ostatnio moje jedyne kosmetyki kolorowe to tusz do rzęs, odrobina bronzera i błyszczyk. Nie sądziłam, ze tego kiedykolwiek dożyję... Co do Antheliosa, pewnie stosuję zbyt mało, ale wystarczy. Nie podrażnia mnie. Może dlatego, ze nie nakładam go nigdy bezpośrednio na skórę - zawsze najpierw rozcieram lekko w dłoniach. Pozdrawiam, Agnieszka

      Usuń
  20. Ziemolino odkrylam Twojego bloga nie dawno i przeczytałam większość wpisów z wielkim zaciekawieniem. Moja pielęgnacja do tej pory była bardzo uboga, krem drogeryjnych rano i wieczorem i na tym koniec. Jestem po 30, cera mieszana z rozszerzonymi porami na nosie, policzkach, kilka większych pryszczy na brodzie i zmarszczki pod oczami. Informacji na blogu jest tak duzo, że przyznam pogubiłam się jaka zastosować pielęgnację. Napisze czego obecnie używam:
    rano - myje twarz płynem micelarnym, nakładam serum liq cc light+pelny makijaż,
    Wieczorem-zmywam makijaż płynem micelarnym, twarz smaruje olejkiem z avocado a pod oczy olejek z opuncji figowej, na pryszcze punktowo Acnederm.
    Raz dwa razy w tygodniu peeling z korundem Nacomi o działaniu przecitradzikowym. Jak czytam na blogu na serum liq cc powinno się stosować krem z filtrem? Polecisz proszę jakiś tańszy odpowiednik niż LRP? Co myślisz o kremie ujedrniajacym Ivostin re-liftin spf 15? Bardzo Cię proszę o poradę jak połączyć pielęgnację, z jednej strony potrzeba mi czegoś przeciwzmarszczkowego a z drugiej moze powinnam coś używać mocniejszego na te pryszcze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, nie jestem Ziemoliną, ale całkiem sensowną alternatywą (przynajmniej moim zdaniem, jeśli się mylę, niech mnie ktoś poprawi) wydaje się być krem z filtrem Cera+ solutions. SPF 50, PPD 17 i dobre opinie (Italiana, blog kokoszki, kascysko).No i cena też jest przyjazna: przez Internet już od kilkunastu złotych. Myślę, że szkoda nie spróbować:) Z innych tańszych, to dopre opinie miał Pharmaceris i Ziaja, ale które dokładnie, to niestety nie pamiętam.

      M. ze Szczecina.

      Usuń
  21. Mam do Ciebie pytanie dot.filtrów: czy jezeli zamontowalabym w pracowni gdzie mam 3 przeszklone ściany folię przeciw uv "Folia CLS 200 XSR" o takich parametrach jak podane na stronie www.denovo.com.pl/folie-przeciwsloneczne/uv.htm to jaką mniej więcej ochronę odpowiadającą filtrom uzyskam? Czy będzie to spf 50? A jakie ppd? Nie chciałabym męczyć skóry filtrami, bo w pracowni spędzam cały dzień. Z góry dzięki za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  22. Droga Ziemolinko i Drogie Czytelniczki,

    Wiem ,że jest tu spora rzesza wielbicielek serum Liq CC, sama pod wpływem opinii Ziemolinki kupiłam wersję LIGHT dla siebie i Rich dla Mamy.
    Co więcej wszystkimi kończynami podpisuje się pod zachwytami pod adresem Liq CC, jakie to serum jest przyjemne w użytkowaniu, jak rozkosznie otula skórę (Tak! to najtrafniejsze określenie), ale...
    No właśnie po ponad miesiącu użytkowania pojawiło się u mnie pewne "ale".
    W moim serum Liq CC Light, zakupionym na początku stycznia w znanej aptece internetowej, po ok miesiącu zaczęły wytrącać się pojedyncze kryształki. Ale nic to, kręcę czasem sama serumy, takie rzeczy się zdarzają.. używałam go dalej..
    Natomiast po 1,5 miesiąca kryształów było już tyle, że używanie go stało się nie do zniesienia. Drapało po paszczy i tyle.
    Na koniec wczoraj, gdy jeszcze próbując spacyfikować to serum przejechałam sobie kryształkiem po zaognionym pryszczolu....powiedziałam dość i wywaliłam resztkę produktu. Choć trudno mówić tu o "resztce", bo to było 1/3 produktu :(

    Zdarzyło się to komukolwiek oprócz mnie? Krzyształki wyglądały na moje oko jak czysty kwas
    l-ascorbinowy (wiem bo sama krecę sobie sera z witamina C).
    Serum było zawsze restrykcyjnie przechowywane w lodówce, szczelnie zakręcane. Wszystko na tip/top, jako mieszacz własnoręcznych prostych kosmetyków mam to już we krwi.
    Więc o co kaman?

    Zaznaczę, że to nie były wytrącone mikro igiełki, jak w przypadku np. kwasu felurowego, ale zwyczajne kryształki widoczne gołym okiem w produkcie wylanym na zagłębienie dłoni i drapiące skórę jak kryształek cukru.
    Pytam, bo kurcze naprawdę pokochałam to serum ,jest znacznie przyjemniejsze w stosowaniu niż moje samoróbki. Napaliłam się na wersję Liq CC Rich. Miałam zamówić je sobie pod koniec lutego na urodziny, ale spasowałam. Sama umerdałam sobie najprostsze serum z wit i ekstraktem z jabłka... boje się zwyczajnie że historia się powtórzy i znów spora część wspaniałego produktu wyląduje w koszu, a to jedna dla mnie dość droga przyjemność.

    Napiszcie proszę czy zdarzyło się to którejkolwiek z Was?
    Ziemolinko, jeżeli masz ciągle jeszcze kontakt z producentem może wspomnij mu mimochodem o tej historii w ramach feed back'u z rynku, czy jak tam to się nazywa.. konstruktywnej krytyki po prostu :) Jako nowy producent z pasją, pewnie chciałby wiedzieć o takich sytuacjach, aby móc je ewentualnie przewidzieć w przyszłości.

    Na koniec pozdrawiam Was wszystkie cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem sama powinnaś skontaktować się z producentem i przekazać mu swoje odczucia. Wiele marek na poziomie reaguje na takie doniesienia nawet wymianą kosmetyku i tak dalej :)

      Ja używam od dawna serum Light i nawet po terminie ważności nie miałam takich wrażeń.

      Usuń
    2. Mam to samo a używam serum liq c light dopiero miesiąc. Pierwszy raz używam serum z witaminą. C więc myślałam, że to normalne...

      Usuń
    3. Ja również uważam że powinnaś sama napisać do producenta i opisać wszystko. Myślę że jak zaznaczyła Kosmeologika to producent na wysokim poziomie i będzie wdzięczny za informacje.

      Usuń
    4. Tak najlepiej napisać do producenta, poniewaz jednak bardzo mnie to zaniepokoiło zaraz sama do niego napiszę. Moze to wadliwa partia, podajcie prosze numer LOT.

      Usuń
    5. Napisałam, poinformuje Was, jesli dostanę odpowiedz a teraz wracam do artykuły, chciałabym jutro opublikowac, ale chyba mi sie nie uda.

      Usuń
    6. Nr LOT:LCL007

      Usuń
    7. Ja też miałam takie kryształki pod koniec uzywania pierwszej buteleczki. Nie sprawdzę nru LOT ponieważ juz jej nie mam,uzywam kolejną.
      Też myslałam,że tak ma być.. A jednak nie.
      Pozdrawiam.
      Marika73

      Usuń
    8. Też mi sie to zdarzyło. Myślałam nawet że to opiłki szkła. Dosyć ostre te kryształki....

      Usuń
    9. W moich 3 buteleczkach nomen omen w każdej były kryształki, ale to tak pod koniec zużycia właśnie 1/3 butelki. Zdarzały się również czarne okruszki, ale to pewnie z farby na butelce. Też owinięta w aluminium, i trzymana w lodówce, zawsze wstrząśnięta przed użyciem.

      Usuń
    10. Również, po zużyciu ponad połowy, okres 3 tygodni po otwarciu - kryształki i wyrzucenie reszty, drapało. Zużywam już czwarte opakowanie i zaraz będzie czwarty tydzień - znów są drapiące kryształki :( Myślałam, że tak musi być w przypadku tego kwasu, bo to mój pierwszy produkt z wit. C.
      M.

      Usuń
    11. Ja pod zachwytami nad tym serum nie mogę się podpisać. Kupiłam zachęcona dobrymi opiniami. Nie podobało mi się, że długo się u mnie wchłaniało może przez tą oleistą konsystencję, z butelki schodził ten czarny kolor i brudził mi palce. W działaniu ciężko ocenic po tak krótkim czasie. Odkąd natomiast odkryłam serum liposomowe z wit c sesdermy przepadłam. Zaczynając od świetnej konsystencji, szybkim wchłanianiu, cudownym ,delikatnym zapachu pomarańczy na estetycznej buteleczce z ciemnego szkła kończąc. Zawsze kupuję w zestawie z kremem bo wychodzi wtedy korzystnie cenowo. Próbowałam też niższych półek m.in z bielendy ale nic nie jest w stanie pokonać vita c.

      Usuń
  23. Macie rację, właściwie powinnam zacząć od napisania do producenta:)
    Ale jakoś tak ani o tym nie pomyślałam... Bo widzę Liq CC, myślę Ziemolina :D Chyba powinnaś zostać "Twarzą LIQC products" :D

    Ani nie chciałabym zostać odebrana,że piszę niby informacyjnie, a tak "naprawdę" z jakimś roszczeniem ;)
    Choć z drugiej strony w sumie człowiek kupuje w aptece pełnowartościowy produkt, to fajnie byłoby go móc pełnowartościowo używać w czasie określonym jako okres trwałości przez producenta.

    Już napisałam do Firmy, ale oczywiście o nr serii zapomniałam napisać ;)
    zaraz dopiszę i to.
    Tymczasem Ziemolino nr serii mojego serum to: LCL007 z datą ważności 09/2017 (dane z nalepki pod spodem butelki)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ziemolino! Wybacz, że pisze pod tym postem i to nie na temat. Mam 19 lat i PCOS. Otóż pół roku temu odstawiłam antykoncepcję hormonalną. Włosy mam prawie do pasa, zawsze były grube i gęste, po hormonalne trochę się przerzedziły, częściej wypadały. A odkąd odstawiłam je pół roku temu, na czubku czoła (przedziałek) mam mnóstwo baby hair. Badania zrobione, oczywiście testosteron podwyższony, 0,94 (max norma to 0,82). Przez to mam problemy z cerą, która zaczęła być tłusta i wszędzie wyskakują mi małe ropne krostki. Po przeczytaniu Twojego postu o łysieniu trochę się wystraszyłam wzmianką o patologicznych baby hair. Nie zauważyłam, żeby jakoś szczególnie mocniej wypadały mi włosy, zrobiły się nawet trochę grubsze, nie wypadają tez z cebulką po przeczesaniu ich szczotką, czy mam się czym martwić? Starałam się porównać obecny stan z tym kiedyś, na podstawie zdjęć i oprócz pojawienia się tych baby hair przy czole, nie widzę różnic. Bardzo się niepokoję.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zastanawiam się nad tą książką. Słyszałam sporo negatywnych opinii o niej.

    OdpowiedzUsuń
  26. No cóż. Ja również uważam, że jak ktoś wydaje książkę, jego obowiązkiem jest wypieścić ją edytorsko, ale przede wszystkim merytorycznie. W innym wypadku mamy fałsz popularnonaukowy. Z drugiej strony sama książka, osoba pani kosmetolog, jak i cały marketing wokół jej działalności (wszędzie czytam wybite jakby pięścią majuskuły S K I N C O U C H "pierwsza - jak do tej pory - jedyna w Polsce" argh) wskazują, że to jest publikacja typowo empikowa, poradniczo-pastelowa. Możemy mówić co chcemy, ale to są pozycje wysoko sprzedające się, one mają naprawdę liczne grono odbiorców, które jeszcze jest napędzane treściami w internecie. Jeśli to jest taki Grzesiak kosmetologii, to cóż, w obiegu popularnym jest sporo takich szkodników, to dotyczy dietetyki/żywienia (Pepsi Eliot, Lewandowska z jej błędami w książkach), "medycyny" (Jerzy Zięba) czy psychologii (jak Grzesiak właśnie). Dobrze, że na blogach możemy się do tych błędów odnieść i je uargumentować. I podoba mi się, że zostawiasz też taką przestrzeń na styl pracy kosmetologa "bo każda z nas, osób pracujących na skórze ma swoje obserwacje, własne doświadczenia, rytuały".
    Mam pytanie, dlaczego emolienty "udające" tłuszcze świadczą o tym, że makijaż będzie niezdrowy? Czy tutaj masz na myśli parafinę czy jakieś inne emolienty? Zwróciło też moją uwagę zdanie o tym, że podkłady mineralne wysuszają skórę, przyznam, że nie spotkałam się z taką reakcją ani u siebie ani u dziewczyn z blogów, które już od kilku dobrych lat zachwycają się podkładami mineralnymi. Owszem, czasem taki podkład nałożony na odwodnioną i odtłuszczoną cerę źle wygląda, ma takie papierowe wykończenie, ale nigdy mi tej skóry dodatkowo nie przesuszył (a miał gdzie, jakby co:D). Będę wdzięczna za odpowiedź :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. NAzwa skin coach jest po prostu śmieszna. Kim jest ta pani? Dermatologiem chociaż, albo kosmetyczką? Czy samozwańczym guru?

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy książka nadal jest do oddania?:) chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak w takim razie jest ze środowiskiem układu moczowego? Pamiętam, ze powstający fizjologicznie mocz jest jałowy, zatem miejsca gdzie powstaje, jest gromadzony i odprowadzony tez uważałam za wolne od drobnoustrojów. Co o tym myślisz Ziemolino? Pozdrawiam, panini

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...