Makijaż łuszczącej się skóry i słówko o składach kosmetyków
Dziś o makijażu na Atredermie czyli, jak zrobić sobie make up i nie
podkreślać jednocześnie suchych skórek. Chciałam Was też przeprosić, że
ostatnio piszę znacznie mniej, ale w pracy zaczyna się właśnie gorący okres a
ostatnie dni spędziłam w Warszawie na szkoleniu. Kolejna rzecz- wybaczcie, że
nie odpisuje na bieżąco na komentarze, ale mam jakiś problem z bloggerem i blog
nie wyświetla się na moim komputerze. Mogę na niego wejść z każdego
innego komputera, a na moim domowym error...czyżbym musiała zmienić komputer:). A może któraś z Was
miała podobny problem i będzie mogła mi pomóc?
Ale do rzeczy. Odkąd rozpoczęłam kurację retinoidami łuszczenie towarzyszy
mi niczym zły szeląg. I niby fajnie bo skóra się odnawia, wygładza i regeneruje,
ale ile do cholery można się łuszczyć?! Uporczywe, nieustające, upierdliwe
łuszczenie jest najgorszym aspektem kuracji Atredermem a makijaż jeszcze te
suche skórki podkreśla. Nie chcę
rezygnować z makijażu, zresztą jest on w mojej pracy obowiązkowy, zaczęłam więc szukać nowych rozwiązań. I tak
oto mój wzrok padł na dawno nie używany podkład mineralny- taki w postaci proszku. I tutaj chcę Wam
powiedzieć, że nie jestem wielką fanką tego typu produktów. Miałam dwa
podejście do minerałów- oba nieudane. Nie lubię efektu błyszczącej twarzy,
który dają, poza tym podkreślają rozszerzne pory i ważą mi się na policzkach, w
miejscu gdzie sucha skóra przechodzi w tłustą oraz uwydatniają włoski na twarzy. Natomiast bardzo lubię i od lat
używam mineralne bronzery, przede wszystkim ze względu na brak parafiny, która
jest podłożem wielu tego typu kosmetyków.
Więc przeprosiłam swój stary podkład mineralny - podczas atredermowania
okazał się idealny. Przy czym nie nakładam go pędzelkiem do tego przeznaczonym,
ale oprószam twarz, szerokimi ruchami, przy pomocy dużego pędzla do pudru. Jeśli potrzebuję większego krycia nakładam więcej warstw, najpierw jednak na
problematyczne miejsca wklepuję odrobinkę korektora. Ostatnio zresztą mam tak ładną skórę, że i korektor nie jest potrzebny:) Przyprószam minerałkami również
szyję, bo o ile nigdy nie wykonuję makijażu szyi a aplikacje podkładu kończę na
lini żuchwy, o tyle na Atre szyja też się łuszczy i jest upstrzona czerwonymi plackami.
Po nałożeniu mineralnego podkładu stosuję mój ulubiony sypki puder
Dermablend. Stosuję na strefę T, ponieważ mam cerę mieszaną. Minerały nie matują wystarczająco, poza tym jak już
pisałam bardzo podkreślają rozszerzone pory. Po użyciu " mąki" z
Vichy pory po prostu znikają i jestem spokojna, że mój makijaż wytrzyma cały dzień i się nie zważy.
Zatrzymam się jeszcze chwilkę przy pudrze Dermablend- jest to mój ukochany
produkt i gdybym miała zabrać jedną, jedyną rzecz na bezludną wyspę, na pewno byłby to właśnie Dermablend. Zapytacie co z filtrami- Dermablend jest biały więc dobrze
odbija światło i zapewnia również protekcje UV :)
Na blogach i forach jest mnóstwo opinii o tym produkcie, większość
pozytywna. Nieliczne złe opinie są najczęściej spowodowane jego nieprawidłowym użyciem a jak stosować ten specyfik pisałam tutaj klik.
Co niektórzy piszą też, że nie będą używać pudru za 90 zł, w którym jest
tylko talk i konserwant. Moja odpowiedz brzmi- spróbujcie zatem zwykłego talku
a szybko dostrzeżecie różnicę. Wiem, że od czasu, kiedy nauczyłyście się czytać
składy jesteście bardzo ostrożne w wybieraniu kosmetyków- i bardzo dobrze,
producenci już Was nie oszukają. Jednak dziewczyny- nie tylko skład czyni
kosmetyk! Dlaczego jedna gospodyni upiecze pyszną babkę a drugiej wyjdzie
zakalec, skoro obie użyły tych samych składników?
Na udany kosmetyk oprócz INCI składają się również: sposób pozyskiwania i
oczyszczania składników, proporcje, użyte nośniki, unikalne
technologie, patenty, testy kliniczne, zaawansowane technicznie opakowania,
które zapewniają sterylność a także postać substancji aktywnej. Na przykład
wit C cudowny antyoksydant o działaniu przeciwzmarszczkowym i jedna z niewielu
substancji potrafiących przebić się przez barierę naskórkową jest aktywna tylko w postaci lewoskrętnej a
najlepiej jeszcze gdy jest stabilizowana kwasem ferulowym. W składzie jednak
obojętnie, czy jest to jej forma aktywna, czy tylko zakwaszacz, będzie
figurowała pod nazwą ascrobic acid.
Kolejna rzecz na którą chciałabym zwrócić Waszą uwagę to testy kliniczne-
niewiele firm może się nimi poszczycić, ponieważ są bardzo kosztowne i większość dostępnych na polskim rynku kosmetyków i suplementów diety, takich
testów nie posiada. Napisze może kiedyś o tym szerzej, bo dzisiaj o makijażu
miało być.
Wracając zatem do pudru Dermablend, co różni go od zwykłego aptecznego
talku? Otóż proces mikronizacji i unikalna technologia mikropulweryzacji.
Dzięki temu Dermablend otula skórę i utrwala makijaż a zwykły talk zapycha
pory. Spróbuję wrócić do tematu i zrobić wizjoskanem zdjęcia skóry pokrytej
talkiem i Dermablendem.
No dobra więc mamy już podkład i puder teraz czas na bronzer- również
mineralny (dopiero teraz widzę, że z jednej sttony nałożyłam go więcej) i tusz do rzęs. Po przygodzie z Lancome Hipnose (odbijał mi się pod
oczami) wróciłam do starego dobrego Max Factora. W wersji extra maluję jeszcze
brwi i tak wygląda mój codzienny makijaż. Aha na usta trochę błyszczyku lub sztyft natłuszczający i to wszystko. Jak widzicie łuszczenie nie jest zbyt widoczne- ostatnie zdjęcie mocno wyostrzyłam i zostawiam w oryginalnym rozmiarze, po powiększeniu zobaczycie, że skóra jednak się łuszczy i jest trochę ściągnięta.
Przypominam jeszcze o nawilżeniu- skóra na Atredermie jest mocno odwodniona, przed zrobieniem makijażu nakładamy dobry krem nawilżający. Ja stosuję serum Hydraphase intense La Roche- Posay a w policzki i szyję wklepuję trochę jakiegoś tłuściocha, zwłaszcza w czasie mrozów.
Nie pytajcie mnie jaki mineralny podkład polecam, bo ja używam podkładu
Vichy, którego nie ma już w sprzedaży. A ponieważ jak pisałam wcześniej nie
jestem wielką miłośniczką minerałów, to i nie mam wiedzy na ich temat. Myślę, że
każdy podkład mineralny będzie ok. Zainteresowanym polecam blog Karinam klik
Wybaczcie kiepskie zdjęcia (niektóre są nieostre bo to lustrzane odbicia), ale Z. w ogóle nie wykazuje zainteresowania moim
blogiem i kiedy proszę, by zrobił mi zdjęcia odpowiada, że nie będzie
fotografował moich pryszczy, bo ostatnio tylko takie prace mu zlecałam:) Na co ja
mówię, że po Atredermie nie mam już pryszczy, więc pstryka mi fotki na odpieprz
ze z niecierpliwioną miną, bo już nie
może się doczekać kiedy pójdzie do garażu polerować swoje gruchoty…









